Wielki Kamień i okolice Bodzentyna

wpis w: Przyroda | 0

 

Źródło: T. Dybczyński Tajemnice Łysogór, Lwów 1937, s. 126-129.

Tuż za ostatnimi domostwami Bodzentyna, otaczającymi spory staw, utworzony z wód Psarki, wstrzymanych potężną tamą i służących za motor dla młyna, ujrzano po prawej stronie drogi wijącą się u stóp wzgórza rzekę, szeroką na kilkanaście metrów. – A może macie chęć wykąpać się w Metryce? – zapytał Mirski. – W jakiej Metryce? Przecież to Psarka! – Właśnie Psarkę tak tutaj od dawna nazywają, naturalnie pod samym tylko Bodzentynem. Bliżej wsi Psary, spod której wypływa tworząc od razu staw, zwą ją Psarką, tak jak ją urzędownie zowią mapy! – A skąd taka dziwna nazwa tej wsi Psary? – Niegdyś, za dobrych czasów, gdy Bodzentyn był ośrodkiem myśliwskich wypraw biskupów krakowskich, psiarkowie biskupów nie mieszkali w samym mieście, lecz w sąsiedztwie. Wioskę, gdzie mieszkali, nazwano właśnie Psarami. – W okolicy Bodzentyna, zwłaszcza na obecnych, i dawnych gruntach miasteczka, bardzo obszernych niegdyś, gdyż obejmujących około dwóch tysięcy hektarów – odezwał się Tadeusz – znajduje się wiele takich miejscowości, których nazwę wytłumaczyć sobie możemy przywołując do pomocy jedynie historię. Ta okolica na przykład – tu wskazał Tadeusz ręką na lewo od miejsca, gdzie byli – ma nazwę Sadzawek, ponieważ niegdyś znajdować się tu miały sadzawki biskupie. Tam zaś dalej ku wschodowi znajdują się Klucznik, nazwane tak prawdopodobnie przez to, że znajdujące się tam do dzisiaj źródło zasilało wodą owe sadzawki… […] – Zaraz za tym kirkutem (cmentarzem żydowskim) skręcimy z drogi głównej w tak zwane tutaj Lisie Górki – oznajmił Tadeusz porozumiawszy się co do drogi z Mirskim. – Zwane tak – uzupełnił Mirski – z powodu właśnie licznych dawniej nor lisich. Dziś już lisy się stąd wyniosły. Lisie Górki przedstawiały właśnie typowy, lessowy wąwozik, rozwidlający się w głębi, na mniej spadzistych stoczach swych ścian gęsto zarosły berberysem i innymi krzewami. Powoli, idąc dnem tego wąwozu, zaczęto się wspinać na Miejską Górę. Ścieżkami i miedzami wznoszono się w kierunku południowo-zachodnim. Widok stawał się coraz rozleglejszy i ładniejszy, zwłaszcza na Bodzentyn. Na skraju lasu ukazała się spora polana, wcinająca się w las. Tadeusz z brzegu tej polany skręcił na prawo w las ledwie widoczną ścieżką. Dokąd to właściwie idziemy? – Do Wielkiego Kamienia – objaśnił Mirski. – Co to takiego? – To jedna z największych tutejszych osobliwości: wielki głaz na stoczu góry. Zobaczycie za chwilę. Tymczasem uważajcie na drogę, bo jest tu bardzo spadzisto. Istotnie, trzeba było dobrze uważać, żeby się nie stoczyć na dół po śliskiej ziemi, prawie pozbawionej w tym miejscu roślinności, usianej przy tym wystającymi głazami, z których większość luźno tkwiła w glebie. Tadeusz wskazywał drogę, reszta szła za nim „gęsiego”. Po kilkunastu minutach uciążliwego spaceru ujrzano wśród krzewów, jakie się tu pojawiły, jakąś wielką szarą masę. Tadeusz pierwszy a za nim Zofia znaleźli się przy tej masie wdzierając na nią. Jak się okazało, na pochyłości góry odsłaniał się w tym miejscu kawał skalistego jej podłoża w postaci jakby kilku obok siebie ułożonych i nasuniętych głazów. Dokoła sterczały drzewa i krzewy. Sam „Wielki Kamień”, jak go nazywa ludność okoliczna, zarosły jest tylko mchami i trawami, tu i ówdzie tylko w szczelinach między jego częściami tworzących zresztą spore otwory, mogące pomieścić kilku nawet ludzi, rosną paprocie, konwalie i wiele innych gatunków kwiecia, lubiącego wilgotność. Ruszono wkrótce dalej. Droga na dół była teraz łatwiejsza, choć ścieżka nie była wyraźna. Ze skraju lasu o kilkadziesiąt metrów poniżej mogli podziwiać nowy wspaniały krajobraz. Z obniżającego się już w tym punkcie grzbietu Miejskiej Góry, dosięgającego na szczycie najwyższym 423 m nad poziom morza, widać było nie tylko pobliską Psarską Górę i dalej za nią położoną Bukową, lecz jeszcze i część Łysicy oraz w oddali bezleśny ciąg pasma Łysogórskiego, zakończony piramidalną Górą Radostową i za nią położoną dalej Górą Dąbrówką i Kamieniem-Klonówką. […] – W źródliskach północnego stocza Bukowej Góry, w okolicach wsi Łączna Zagórze – odpowiedział Tadeusz.