Szpital świętego Ducha w Bodzentynie

wpis w: Miejsca | 0

Szpital świętego Ducha w Bodzentynie został erygowany w 1475 roku przez biskupa krakowskiego Jana Rzeszowskiego, jednak fundatorami tej dobroczynnej instytucji byli miejscowi mieszczanie i rada miejska, dając wyraz swojej pobożności i miłosierdzia. Mieszczańską fundację wsparli biskupi krakowscy. W 1864 roku szpital ubogich posiadał prawie 20 mórg ziemi. Prócz tego dochodziły darowizny wiktuałów. Biskup Jakub Zadzik ofiarował domowi schronienia: żyta na każdy miesiąc po 1 korcu bodzentyńskim, jęczmienia i tatarki po 2 korce na każdy kwartał, grochu 4 korce rocznie, pszenicy 2 korce rocznie, soli pół korca, drzewa na opał 4 fury tygodniowo, masła 1 faskę i sera kopę, piwa na Wielkanoc, Zielone Światki i Boże Narodzenie po 1 beczce. Zapis ten został podtrzymany przez następców Zadzika, a także władze państwowe po sekularyzacji dóbr biskupich. W czasach Królestwa Polskiego, zrezygnowano z przekazywania szpitalowi naturaliów i wypłacano gotowizną 345,12 złp.

Biskup dokonał także hojnego zapisu na szpital w wysokości 15 000 złotych, które lokowane na dobrach ziemskich, miały przynosić szpitalowi coroczny procent. Z czasem sumy z zapisów i wyderkafów skurczyły się, a innych wręcz nie można było ściągnąć. Zdarzały się więc lata, w których bodzentyński przytułek nie odnotowywał żadnych dochodów. Tak było chociażby w okresie 1827-1830. Pozostawało wówczas liczyć tylko na jałmużny i dobrowolne datki. Jałmużny i legaty przeznaczone były nie tylko na zapewnienie doczesnej egzystencji pensjonariuszy, ale także na utrzymanie samej instytucji oraz uposażenie dla kapelana, który miał sprawować pieczę nad szpitalem oraz odprawiać nabożeństwa w intencji dobroczyńców i ich dusz.

Szpital pełnił rolę domu schronienia dla biednych. Ich liczba była różna, w zależności od epoki i potrzeb. Dla przykładu w 1597 roku przemieszkiwało w szpitalu 18 ubogich, a za czasów biskupa Zadzika 12 biedaków. W XIX wieku liczba ta wahała się pomiędzy 5 a 11 ubogich. Pensjonariuszami przytułku były osoby starsze, biedne i nieposiadające wsparcia rodziny. Wyjątkowo przyjmowano także dzieci – sieroty. Na przednówku głodowego 1848 roku w szpitalu przebywało 10 sierot, z których aż połowa zmarła. Bieda musiała być niemała, skoro burmistrz Teodor Bacciarelli na przednówki 1847 roku alarmował: W mieście Bodzentynie mieszkańcy przy wiedzeni są do najwyższego stopnia nędzy tak dalece, że jeżeli Rząd nie przedweźmie zaradczych środków, trzeba się spodziewać, iż skutkiem wielkiego niedostatku z głodu umierać będą i namnoży się złodziei, których i teraz już ogromna jest liczba — tak dalece, że codziennie po kilkanaście spraw o kradzież w Magistracie bywa. Skutkiem tego wielkiego głodu, nędzy i niedostatku w dniu dzisiejszym wszyscy mieszkańcy miasta, których samych ojców familij przeszło 408, wnieśli do Magistratu usilną prośbę, aby im. wyjednać pożyczki u Rządu na zakupienie 200 korcy zboża, a mianowicie żyta, które im do utrzymania życia niezbędnie jest potrzebne.

Pensjonariusze domu schronienia zobowiązywani byli do ścisłego przestrzegania obowiązujących w przytułku przepisów. Ubodzy zobowiązani byli do odbywania praktyk religijnych, spowiedzi, przyjmowanie Komunii świętej, śpiewanie pieśni w kościele i odmawianie różańca. Nadto zobowiązani byli do moralnego trybu życia. Wystrzegać się mieli waśni i kłótni. Kontakty pomiędzy mężczyznami i kobietami były zabronione. „Dziadek” lub „babka”, którzy weszli w związek małżeński, byli usuwani ze szpitala. Ubodzy mieli nakazane by dbali o przybytek, w którym przebywali. Obowiązani byli do pilnowania czystości i wspólnej pracy, takiej jak przygotowywanie jedzenia, doglądanie przyszpitalnego ogródka i gospodarstwa. Winni byli także dbać o czystość w kościele.

Budynek kościoła znajdował się nieopodal kościoła Świętego Ducha. Był to obiekt drewniany z „drzewa kostkowego” o niezbyt dużych rozmiarach. Składał się z sieni, w której znajdowała się kuchnia do wspólnego gotowania i rozlokowanych pod dwu stronach dwu izb. W jednej mieszkali mężczyźni, w drugiej kobiety i sieroty. Drewniana, kryta gontem budowla, wymagała ciągłych remontów. W rachunkach szpitala znajduje się wiele pozycji, które świadczą o niewielkich i raczej doraźnych pracach konserwatorskich. W pierwszej połowie stan budynku przedstawiał się źle. Władze zwierzchnie odrzucały jednak prośby o zgodę nie tylko na generalny remont, ale i wystawienie nowego budynku szpitalnego. W takich więc warunkach dom starców przetrwał do czasów powojennych, kiedy to skończyła swoją działalność wiekowa i zasłużona instytucja.