Szkoła z Bodzentyna

wpis w: Miejsca | 0

Bodzentyńska szkoła parafialna została powołana do życia zapewne razem z parafią w drugiej połowie XIV stulecia. Niewiele jednak można powiedzieć o jej funkcjonowaniu w średniowiecza i epoce nowożytnej. Pierwszą wzmiankę o jej istnieniu można odnaleźć w przywileju biskupa Wojciecha Jastrzębca z 1420 roku. Jest w nim mowa o „szkolnych”, którzy powinni się modlić za zmarłych, króla i biskupa, śpiewać podczas mszy. Niewiele informacji zawierają też nowożytne wizytacje biskupie. Wiemy, że pod koniec XVI wieku szkoła była zniszczona, a jej kierownik z powodu niewygód mieszkał gdzie indziej.

Kardynał Jerzy Radziwiłł rozkazał odbudowanie budynku szkoły. Zalecał także, by na czele szkoły stał człowiek zdatny, pilny i pobożny. Nie każdy kierownik spełniał te kryteria. W wizytacji przeprowadzonej za czasów biskupa Jakuba Zadzika nauczyciel to: tęgi rozpustnik, pijak, szukający dobrowolnie kłótni i zwad, niezdatny do uczenia chłopców w szkole i w tem bardzo niedbały, nadto niewstrzemięźliwy, mający stosunki z kobietami, które nieraz widziano jak ukradkiem ze szkoły wychodziły, przeto też z polecenia zgromadzenia dziekanackiego kazano go z tego kościoła oddalić. Nie dość tego, niemoralnego kierownika szkoły wsadzono do dzwonnicy na cały miesiąc z zaleceniem cosobotniego postu o chlebie i wodzie. Na wszelki jednak wypadek dodawano, że gdyby jednak potrzeba kościoła tego wymagała, będzie go można z aresztu wypuścić na śpiewanie po mszy, ale zaraz po mszy musi iść do aresztu. Podobne zachowanie nie było wyjątkiem wśród parafialnego pedagogium. Stanisław rodem z Bodzentyna dał się poznać z jak najgorszej strony, sprawując swoją posługę w Chmielniku. Tamtejszy proboszcz wyrzucił go ze szkoły za niemoralne zachowanie, ustawiczne pijaństwo, nałóg karciany oraz zaloty do wdowy, niejakiej Flakowej. Inaczej za to zachowywał się inny bodzentynianin, także Stanisław. W odróżnieniu od swego imiennika był żonaty, utrzymywał kantora, pilnie wypełniał swoje obowiązki nauczyciela w Łoniowie. Przykładnie śpiewał co niedziela jutrznie, msze i nieszpory.

Posada parafialnego nauczyciela gwarantowała niewielki dochód, zależny od miejscowych możliwości. W Bodzentynie pod koniec XVI stulecia kierownik szkoły otrzymywał w gotowiźnie 12 złp, a także trzecią część kościelnej kwesty, dzwonne oraz coniedzielny obiad od proboszcza. Dodatkowo pełnił funkcję pisarza rady miejskiej i wójtostwa, za co inkasował trzy grzywny srebra z zaznaczeniem, że jedną grzywnę musi przekazać kantorowi. Zapewne otrzymywał także datki od rodziców.

Nie wiadomo dokładnie, czego uczono w bodzentyńskiej szkole. Można przypuszczać, że duży nacisk kładziono na naukę śpiewu, która to umiejętność była niezwykle przydatna i ceniona podczas nabożeństw. Zważywszy również na sporą liczbę chłopców, którzy kontynuowali naukę w Akademii Krakowskiej, należy sadzić, że nad Psarką uczono również czytania i pisania, gramatyki i podstaw matematyki, a także zasad wiary.

Nie wiadomo, ilu uczniów uczęszczało do szkoły. W latach osiemdziesiątych XVIII stulecia uczyło się w niej 30­38 chłopców. Jednak po pożarze szkoły w 1791 roku liczba uczniów spadła do 21. W następnym wieku podupadające miasto nie było w stanie utrzymać ani szkoły, ani swojej miejskości. Nauczyciel utrzymywał się z niewielkich sum wyderkafowych, zapisanych jeszcze w epoce nowożytnej, legatu fundacyjnego biskupa Zadzika, niewielkiego spłachetka ziemi, doraźnych subwencji z magistratu oraz składki zbieranej wśród mieszkańców. Ci jednak ze względu na ubóstwo, ale też zanik potrzeb edukacyjnych, nie chcieli utrzymywać szkoły i nie puszczali dzieci na lekcje. Kiedy wprowadzono obowiązek szkolny, i tak nie wszystkie dzieci szły do szkoły, a większość z tych, które rozpoczęły naukę, jej nie kończyła.

Na niczym spełzły także próby postawienia budynku szkoły, która mieściła się w wynajmowanych pomieszczeniach. Prezentowany obiekt to projekt budynku jaki miano wznieść na potrzeby szkoły. Miał on stanąć na działce darowanej przez miejscowego proboszcza. Kurator Okręgu Szkolnego Warszawskiego odmówił zatwierdzenia wykonania budynku jako zbyt kosztownego sięgające 8407 złp. Szkołę wzniesiono dopiero w 1883 roku przy Rynku Górnym, ale spłonęła ona w 1917 roku podczas wielkiego pożaru miasteczka. W następnym roku wybudowano nowy gmach szkolny na Dolnym Rynku, który służył uczniom i nauczycielom do 1961 roku.

Mizeria finansowa przekładała się także na niezwykle ubogie wyposażenie szkoły, w tym braki w obowiązkowych podręcznikach i lekturach. Niskie było również nauczycielskie wynagrodzenie, które zniechęcało wielu pedagogów. Na ich miejsce przychodzili za tanie pieniądze ugodzeni, którzy nierzadko nie posiadali odpowiedniego przygotowania do wypełniania tej ważnej funkcji.

Wśród najsłynniejszych dziewiętnastowiecznych abiturientów bodzentyńskiej szkoły należy wspomnieć Wawrzyńca Domańskiego, weterynarza i profesora Uniwersytetu Jagiellońskiego, malarza barbizończyka Józefa Szermentowskiego czy architekta Feliksa Zygadlewicza.