Czy przepióreczka uciekła w puszczy jodłowej? Stefan Żeromski jako mediewista

wpis w: Ciekawostki | 0

Stefan Żeromski od czasów kieleckiego gimnazjum fascynował się historią. Potwierdzają to liczne zapiski w jego dziennikach. Ot, chociażby 12 października 1882 roku zanotował taką uwagę: Coraz bardziej zaczynam rozkochiwać się w historii. Jest to nauka niezgłębiona. Ona sama, sama jedna może zastąpić wszystkie inne na świecie, ale trzeba się do niej rzucić, zagrzebać się pod jej pył wiekowy, utonąć w niej całym sercem! Człowiek wówczas staje się z historyka filozofem, bo tysiące wypadków, błędy rozumu ludzkiego, jego zdobycze, jego rozwój i jego zezwierzęcenie nieraz muszą z człowieka koniecznie zrobić filozofa. Wielokrotnie też podkreślał, że każde dzieło literackie tyczące się wieków i spraw minionych musi mieć solidną podbudowę w wiedzy historycznej autora. W swoisty sposób wyraził to w swoim „Projekcie Akademii Literatury Polskiej”. Zwracając się do włodarzy II Rzeczpospolitej zapytał: Czy ktokolwiek pomyślał kiedy w Polsce o tym, że literat musi prowadzić samodzielnie do swych prac studia, równie jak „uczony” przesiadywać w bibliotekach, szperać w starych i nowych rękopisach, odbywać niezbędne podróże, poznawać stare i nowe kultury świata, oglądać własnymi oczyma lądy i morza, zwiedzać obce miasta i zgromadzone w nich skarby sztuki, skoro współpracownikiem tej właśnie dziedziny życia jest w swojej ojczyźnie?

Bez przesady można stwierdzić, że Żeromski katorżniczo wręcz pracował nad swoimi dziełami. Dopracowywał ich historyczne szczegóły, nieraz uciekał się do konsultacji ze specjalistami w danej dziedzinie. O ile wiedza historyczna pisarza z okresu XVIII i XIX wieku została należycie wysoko oceniona i opisana o tyle o Żeromskim, jako o mediewiście wspomniano dotąd sporadycznie. Przyjrzyjmy się więc, jaka była formacja pisarza w zakresie znajomości wieków średnich i jak ową wiedzę wykorzystywał w dziełach sławiących piękno Ziemi Świętokrzyskiej.

Żeromski jako mediewista

Jako mediewista w znacznym stopniu był Żeromski samoukiem. W czasach kieleckiego gimnazjum będąc uczniem profesora Bema, historii poświęcał więcej miejsca, niż wymagał tego kurs nauki. W sposób szczególny interesowała go historia ojczysta i dzieje Słowian i z całą stanowczością możemy stwierdzić, że pisarz znał podstawowe źródła do dziejów Polski piastowskiej – Kroniki Anonima tzw. Galla, Mistrza Wincentego zwanego Kadłubkiem, Thietmara, Wielkopolską, Janka z Czarnkowa, Roczniki Jana Długosza. Herbarze Paprockiego i Niesieckiego wprowadzały go w krąg kultury rycerskiej i szlacheckiej, a Żywoty świętych pióra Piotra Skargi w obręb hagiografii. Pochłonął chyba wszystkie dziewiętnastowieczne syntezy dziejów Polski. Sięgał również po studia szczegółowe takie jak Benedyktyński klasztor świętego Krzyża na Łysej Górze Ks. Józefa Gackiego (1873) Kraków przed Piastami Karola Potkańskiego (1898), czy Szkice historyczne XI wieku Tadeusza Wojciechowskiego (1904). Jego znajomość średniowiecznego pojmowania świata oparta była także na recepcji sag skandynawskich, Opowieści kanterberyjskich Geoffreya Chaucera, Testamentu Villona, heroicznego poematu Boewulf. Nade wszystko zaś rozmiłowany był w Boskiej komedii Dantego.

Święta góra Radogstowa

Powieść o Udałym Walgierzu (1905) jest jedynym dziełem Żeromskiego w całości osadzonym we wczesnym średniowieczu. Źródło fabuły znajduje się w Kronice wielkopolskiej (XIII/XIV wiek) i należy do polarnych legend szlacheckich. Nas jednak głównie zajmować będzie krótki wątek marginalny. Oto jeden z bohaterów o ponurym imieniu Mściw jest mieszkańcem Ziemi Świętokrzyskiej. On to opowiada towarzyszom wyprawy o górach, które widzą jadąc w stronę jego włości. Wypowiada przy tej okazji takie oto słowa: Nad siołem moim włodyczym i nad jeziorzyskiem wielka i święta góra, którą czcili ojcowie, miejsc tych osadźce – Radogstowa. Miano swojej góry domowej wywodził, zatem Żeromski od wierzeń słowiańskich i od, rzekomego, boga Radogosta. Pod wpływem recepcji prac poświęconych mitologii słowiańskiej pióra Aleksandra Brücknera (1912 i 1918) wycofał się z tej śmiałej tezy. Brückner stwierdził, bowiem, że zapis w kronice Thietmara dotyczy Swarożyca czczonego w Radogoszczy! Bożka zaś Radogosta sobie „urojono” poprzez błędne zrozumienie treści tegoż zapisu. Tak też napisał Żeromski w dziele „Wiatr od morza” (1922). Zaważył na tym zapewne nie tylko gigantyczny dorobek i wiedza Brücknera, ale i styl jego wypowiedzi, daleki, bowiem od politycznej poprawności w ostrych słowach chłostał swoich dyskutantów, nazywając ich wręcz „kłamcami”, czy „bałamutami wierutnymi”. Ta pewność siebie musiała robić na Pisarzu wrażenie.

Gdzie uciekła przepióreczka?

W dramacie Uciekła mi przepióreczka (absolutny hit teatralny międzywojnia) pojawia się inny interesujący nas wątek. Otóż uwikłany w dramatyczne uczucie główny bohater – Przełęcki – pomysłodawca kursów dla nauczycieli wiejskich, które prowadzi z gronem swoich uniwersyteckich kolegów, pragnie skłonić Księżniczkę do odremontowania zamku o uroczej nazwie Porębiany. W dźwigniętym z ruin zamczysku miałyby się odbywać wspomniane powyżej zajęcia.

Co wiemy o Porębianach? Jest to dworzyszcze, leśny zamek tego wisusa i – żal się Boże! – biskupa, Pawła z Przemankowa (…) przepyszna, olbrzymia, kazimierzowska skorupa! Na dziesięć mil wokoło widać ją jak na dłoni. Porębiany, „odkrył na nowo” historyk sztuki o wdzięcznym nazwisku Zabrzeziński. W komentarzach do dramatu wyczytamy, że autorowi może chodzić w tym wypadku o dwór biskupów krakowskich w Tarczku, w którym Paweł z Przemankowa dokonał swego żywota. Interesująca teza, niestety niepoparta oprócz faktu śmierci biskupa niczym. Po dworze biskupim w Tarczku ślad na ziemi nie pozostał… Trudno też rozpoznać sam Tarczek, jako osadę widoczną na dziesięć mil wokół.

Może, zatem warto rozpatrzeć inne lokalizacje? Oto na jurze krakowsko – częstochowskiej dumnie stoi na wyniosłej górze zamek biskupów krakowskich Lipowiec. Lipowiec dla nauki „odkrył” historyk sztuki – Władysław Łuszczkiewicz i opisał w 1888 roku. Na początku zaś XX wieku Grono Konserwatorów Galicji Zachodniej podejmowało starania o uratowanie zamku i jego odbudowę (1904). Spotkało się to jednakże z oporem właścicieli ze względu na gigantyczne koszty takiego przedsięwzięcia. W dramacie Żeromskiego szczery sprzeciw odbudowie wyraża zaś Ekonom Księżniczki. Co więcej ruina Lipowca idealnie wręcz odpowiada opisowi Porębian w dramacie Żeromskiego. Może, zatem przepióreczka uciekła na jurze krakowsko – częstochowskiej, a nie w puszczy jodłowej?

Naukowe inspiracje Puszczy jodłowej

Cudowną mitologię Gór Świętokrzyskich, jaką jest Puszcza jodłowa zawdzięczamy tak pasji regionalnej pisarza, jego gloryfikacji krainy dzieciństwa, jak postępowi nauk mediewistycznych… Otóż w 1922 roku Karol Potkański (autor cytowany, a zatem ceniony przez pisarza) opublikował książkę poświęconą między innymi Górom Świętokrzyskim, którą zatytułował… „Puszcza Radomska”.

Bez wątpienia jednak największy wpływ na treść Puszczy jodłowej wywarł opublikowany w 1917 roku artykuł młodego, zafascynowanego podówczas antropologią i etnologią, doktora historii – Kazimierza Tymienieckiego. Praca ta zatytułowana: Ze studiów nad dziejami osadnictwa i kultury średniowiecznej w Polsce (Początki Kielc w związku z pierwotnem osadnictwem Łysogór) na bardzo długie lata zaważyła na naszych wyobrażeniach o średniowiecznej przeszłości Ziemi Świętego Krzyża i ukierunkowała tory dyskusji o niej.

Z tekstu Tymienieckiego Żeromski zaczerpnął przede wszystkim wyobrażenie Łysogór we wcześniejszym średniowieczu. Stąd właśnie pochodzi wizja puszczaków – swoistych polskich traperów – którzy zamieszkiwać mieli puszczę jodłową w okolicach głównego pasma. Tu polowali na grubego zwierza, chytrego borsuka i zabierali pszczołom miód z barci. Ze zdobyczami wydartymi puszczy, zwłaszcza ze skórkami kunimi stanowiącymi surogat pieniądza, chodzili parę razy w roku na przedwieczne targowisko w Tarczku by wymienić swój towar z okolicznymi rolnikami na płody świętokrzyskich pól. Puszczacy nie posiadali przy tym według Tymienieckiego żadnej organizacji, podlegali bezpośrednio władzy księcia, którego wspierali zbrojnie. Oddajmy na chwilę głos autorowi tegoż artykułu: Śmielsi i bardziej przedsiębiorczy (od rolników), zahartowani łowcy, przebiegli i czujni poszukiwacze nadzwyczaj ostrożnego bobra, puszczacy posiadali pierwotną rycerskość i dzielność. Przychodzień, o którym pisze Żeromski ma wszystkie te cechy. Podobnie też przedstawia Pisarz wymianę handlową między przedstawicielami tych dwóch tak odległych światów. Tym razem oddajmy głos Stefanowi Żeromskiemu: Tam to na targowisku starodawnym, jak pamięć ludzka zasięgnie, myśliwce i kłusowniki, ludzie leśni, ludzie dzicy, ludzie waleczni spotykali się z ludźmi z polan i równin pustych, z pól i niw, którzy siali żytnie i pszenne ziarno, mełli mąkę i umieli szczepić na dziczkach owoc smakowity. Zależność dzieła literackiego od pracy naukowej widać na przedstawionych fragmentach nader wyraźnie.

Bez przywołanej powyżej naukowej dyskusji i nowych odkryć historyków prawiących o średniowiecznej przeszłości regionu Łysogór Puszcza jodłowa byłaby zapewne całkiem innym działem, a kto wie, może i nie byłoby jej wcale… Gdyby zaś nie królewski dar puszczy jodłowej przepadłby być może i tekst Tymienieckiego wydany w czasie I wojny światowej w Kielcach w głodowym nakładzie. Artykuł młodego historyka opublikowano powtórnie w ofiarowanym Żeromskiemu (a godnym dziś reprintu, o co z całą stanowczością wnoszę!) Pamiętniku świętokrzyskim z 1930 roku (redakcja Aleksandra Patkowskiego). To ważna informacja gdyż Pamiętnik powstał, jako ziszczenie wizji książki interdyscyplinarnej poświęconej przeszłości Gór Świętokrzyskich przedstawionej przez Pisarza w Snobizmie i postępie. Wspierała, zatem nauka mediewistyczna warsztat pisarki Stefana Żeromskiego, wspierał i on tę gałąź wiedzy i popularyzował jej osiągnięcia.