Manifestacje religijno-patriotyczne 1861 roku w miastach guberni radomskiej

wpis w: Zdarzenia i zjawiska | 0

 

 

Wraz z klęską Rosji w wojnie krymskiej i objęciem tronu przez cara Aleksandra II nad Newą zaczęto dyskutować o reformach. Społeczeństwo Królestwa Polskiego z uwagą ob­serwowało zmiany w Petersburgu, spodziewano się bowiem, że nowy władca złagodzi kurs antypolski. Nie zawiedziono się. Car zniósł stan wojenny, który obowiązywał od upadku powstania listopadowego, ogłoszono amnestię, która z pewnymi wyjątkami objęła zarówno emigrantów, jak i zesłańców syberyjskich. Zrezygnowano też z poboru Polaków do armii carskiej. W następnej kolejności Aleksander II zgodził się na utworzenie Akademii Medyko-Chirurgicznej w Warszawie oraz powołanie Towarzystwa Rolniczego. Wreszcie w 1861 roku zezwolono na powołanie samorządu terytorialnego, czyli rad miejskich i powiatowych.

Czerwoni i biali

Zmiany te ożywiły życie polityczne w zaborze rosyjskim. W pierw­szej kolejności zaktywizowała się młodzież, zarówno ta studiująca, jak i służąca w armii carskiej. Przywódcy poszczególnych kółek dość szybko doszli do porozumienia i przyjęli program wałki zbrojnej o niepodległość. W ten sposób powstało ugrupowanie czerwonych. Drugie ugrupowanie, tzw. białych, stanowiło ziemiaństwo skupione w Towarzystwie Rolniczym oraz bogate mieszczaństwo. Biali byli przeciwni walce zbrojnej i utrzymywali stałe kontakty z konserwatywnym nurtem emigracji zwanym od paryskiej siedziby księcia Adama Jerzego Czartoryskiego Hotelem Lambert.

Czerwoni, aby doprowadzić do walki zbrojnej, musieli w pierwszej ko­lejności pobudzić społeczeństwo do aktywności politycznej. Okazją do tego stał się najpierw w czerwcu 1860 roku pogrzeb Katarzyny Sowińskiej, żony bohatera obrony Warszawy w 1831 roku, a potem obchody 30. rocznicy wybuchu powstania listopadowego. Przełomowym momentem były jednak manifestacje w Warszawie 25 i 27 lutego 1861 roku, w czasie których zginęło pięć osób.

Po wydarzeniach warszawskich ożywiło się życie polityczne także na prowincji Królestwa Polskiego. Miejscem manifestacji stały się głównie kościoły, a społeczeństwo ko­rzystało z każdej okazji, aby podkreślić swe uczucia patriotyczne. Oprócz nurtu religijnego istniał również nurt świecki, który wyrażał się w protestach mieszkańców wielu miast skierowanych przeciw urzędnikom nadużywającym władzy. Manifestacje religijno-patriotyczne 1861 roku, jak zgodnie podkreślali politycy związani z obozem białych lub czerwonych, przyczyniły się do tego, że społeczeństwo Królestwa Polskiego stało się narodem.

Wystąpienia patriotyczne w Radomiu i Kielcach

Spośród 114 miast guberni radomskiej w 26, tj. w ok. 23 proc., doszło do mniejszych lub większych manifestacji. Były to: Radom, Kielce, Opatów, Miechów, Olkusz, Stopnica, Sandomierz, Szydłowiec, Będzin, Siewierz, Skała, Zawichost, Bodzentyn, Busko, Solec, Jędrzejów, Chęciny, Włoszczowa, Ćmielów, Klimontów, Gowarczów, Kunów, Czeladź, Pi­lica, Wolbrom i Wolanów.

Najwcześniej i najintensywniej manifestowano w Radomiu i Kielcach, co jest zrozu­miałe, bo były to dwa największe miasta. W obu zamieszkiwała spora grupa inteligencji, na którą składali się urzędnicy, przedstawiciele wolnych zawodów oraz nauczyciele szkół średnich. Istotną rolę odgrywali również uczniowie tych szkół. W każdej na początku lat 60. XIX wieku pobierało naukę ok. 500 uczniów. Były to też miasta, w których mieszkało więcej rzemieślników, a to właśnie młodzież rzemieślnicza i gimna­zjalna była najbardziej skora do wszelkiego rodzaju manifestacji patriotycznych. Wreszcie trzeba pamiętać, że Radom i Kielce leżały na trakcie prowadzącym z Warszawy do Krakowa i mieszkańcy tych miast od służb pocztowych najwcześniej i najpełniej dowiadywali się o wydarzeniach w Warszawie.

W Radomiu 29 listopada 1860 roku, w 30. rocznicę wybuchu powstania listopadowego, w kościele Ber­nardynów odbyło się uroczyste nabożeństwo, na które zakonnicy zaprosili weteranów zrywu. Tego samego dnia na posiedzenie Towarzystwa Rolniczego przybył potajemnie delegat z Warszawy, który wygłosił przemówienie zachęcające słuchaczy, by rozpoczęli przygotowania do walki zbrojnej. Natomiast wieczorem w refektarzu klasztornym u bernardynów odbyło się zebranie z udziałem przedstawicieli wszystkich stanów, na którym odśpiewano po raz pierwszy Boże, coś Polskę. Następnie ponownie przemówił delegat z Warszawy oraz przystąpiono do organizacji pierwszych kółek konspiracyjnych. Wybrano 30 osób, któ­re mianowano dziesiętnikami. Przysięgę odebrał od nich o. Paulin Domański. Aktywną rolę w zebraniu odgrywał inny zakonnik o. Jacenty Lewczuk. Wolno przypuszczać, że wśród pierwszych składających przysięgę była przede wszystkim młodzież starszych klas gimnazjum radomskiego, która do refektarza przybyła za podpowiedzią nauczyciela z tej szkoły Włodzimierza Aleksandrowicza. Do tego przypuszczenia skłania nas przede wszystkim kwietniowa decyzja władz Królestwa Polskiego o rozwiązaniu IV i V klasy gimnazjum radomskiego.

Po tych wydarzeniach nastąpił w Radomiu względny spokój, który trwał do końca marca, kiedy to rozpoczął się Wielki Tydzień. Radom postanowił zareagować na wydarze­nia warszawskie z 25 i 27 lutego. 28 marca na ulice Radomia wyszło wielu mieszkań­ców, aby manifestować swoją wrogość wobec znienawidzonych urzędników. Protestowano pod domami naczelnika kancelarii gubernialnej Leśkiewicza, komendanta żandarmerii Fliesa i naczelnika powiatu radomskiego Henryka Skierskiego, w których wy­bito szyby. Po tym incydencie została utworzona w Radomiu, na wzór Warszawy, Delegacja Miasta, na czele której stanął bogaty kupiec Józef Hirosz. Zanim udało się zaprowadzić spokój, doszło jeszcze do kilku incydentów: wybijano szyby w domach osób, które uznano za niesprzyjające sprawie narodowej. Prawdopodobnie głównymi organizatorami tych zajść byli niezależnie: niejaki Pogorzelski, kancelista Rządu Gubernialnego Radomskiego, i Tekla Zalewska, wdowa po byłym oficerze powstania listopadowego. Te wydarzenia uświadomiły zarówno elitom, jak i przeciętnemu mieszkańcowi, że trzeba różnymi sposobami wywierać presję na władze carskie, aby te zgodziły się na ustęp­stwa polityczne.

Natomiast w Kielcach do pierwszych wydarzeń na dużą skalę doszło w okresie świąt Wielkiej Nocy 4 kwietnia 1861 roku. Niewątpliwie docierały tu informacje o zajściach zarówno w Warsza­wie, jak i w Radomiu. Wśród młodzieży gimnazjalnej zaczęto kolportować nielegalne druki. W styczniu i w lutym doszło też do incydentów z wybijaniem szyb w lokalach użyteczno­ści publicznej. W sumie jednak ogół mieszczan kieleckich nie miał większego rozeznania w wydarzeniach politycznych w Królestwie Polskim. Uświadomienie dokonało się właśnie 4 kwietnia, a wypadki kieleckie wstrząsnęły nie tylko władzami cywilnymi i wojskowymi guberni radomskiej, lecz także całego Królestwa Polskiego. Rankiem na księdza Józefa Zajdlera, jadącego z sakramentami do chorego, napadło dwóch pijanych żołnierzy rosyjskich. Społeczeństwo polskie uznało to za profanację religii i zebrało się w kościele, aby prosić Boga o przebaczenie. Po wyjściu ze świątyni tłum skierował się pod magistrat. Ludzie byli do tego stopnia wzburzeni, że chcieli zabić prezy­denta miasta Kazimierza Jurgaszkę. Był powszechnie znienawidzony za przestępstwa finansowe i za to, że niedawno wydał córkę za mąż za oficera rosyjskiego. Do aktu przemocy nie doszło tylko dlatego, że z jednej strony obawiano się warty rosyjskiej, która ochraniała ratusz, z drugiej zaś od tego zamiaru odwodzili tłum ksiądz Ignacy Domagalski i naczelnik powiatu Michał Tański.

Wzburzenie ludności groziło demonstracjami w ciągu następnych dni. W tej sytuacji powstał Komitet Bezpieczeństwa, w którego skład weszli m.in. Michał Tański jako przewodniczący, Ignacy Smoliński, Jan Henigman i Antoni Maicki -przedstawiciele bogatego mieszczaństwa, Ignacy Domagalski, Franciszek Brudzyński i Józef Cwikliński – przedstawiciele duchowieństwa, Ludwik Krzyszkowski, właściciel ziemski i patron Trybunału Cywilnego, oraz Antoni Formiński, inspektor Wyższej Szkoły Realnej. 8 kwietnia Komitet wydał odezwę do społeczności kieleckiej, w której czytamy:

„Ciężka zniewaga, jaka w dniu 4 kwietnia spotkała tu kapłana jadącego z Najświętszy­mi Sakramentami, niespokojne wieści po okolicach, oddalanych nawet włościach, za zapowiadające burze krajowi, dominujące wreszcie zaczepki w samym mieście słyszane, do głębi zraniły najtkliwsze uczucia tutejszych mieszkańców i w umysłach powszechnych obudziły trwogę. Spokojność stała się niepewną, poręczenie bezpie­czeństwa okazało się konieczne. Z tych powodów za zezwoleniem władzy, zawią­zano Komitet Bezpieczeństwa, przez obywateli obrony, a w skład którego wchodzi także po kilku włościan z przyległych wiosek. Celem Komitetu jest uspokojenie wzburzonych umysłów, strzeżenie bezpieczeństwa, śledzenie zaczepek i podszep­tów, wstrzymywanie niewłaściwych objawów niezadowolenia. […] Zadanie takie, jak ze strony naszej wymaga szczerej i ciągłej działalności, tak znów ze strony mieszkańców konieczna jest powolność, zaufanie, cierpliwość i spokój. Delegowani przez Komitet pełnić będą dniem i nocą straż na ulicach miasta, opatrzeni na kape­luszach kartką: Straż Bezpieczeństwa”. (cyt za: W. Przyborowski, „Historia dwóch lat”, Warszawa 1889, t. 2, s. 273-274)

Komitet, jak wynika z odezwy i jego składu, bynajmniej nie identyfikował się z nurtem rewolucyjnym. Zamierzał przede wszystkim uspokoić „wzburzone umysły”. Domagał się jednak zwolnienia prezydenta Jurgaszki.

To, że w prowincjonalnych Kielcach zawiązał się Komitet Bezpieczeństwa, i to do­magający się usunięcia prezydenta, oraz że doszło tu do „bardzo niebezpiecznego wzbu­rzenia wśród kieleckiego duchowieństwa”, sprawiło, że na początku kwietnia 1861 roku, kiedy to reaktywowano naczelników wojennych, Kielce i powiat kielecki wyłączono spod władzy naczelnika wojennego guberni radomskiej i utworzono odrębny okręg wojskowy, którego dowództwo powierzono gen. Dawidowi Bebutowowi, znanemu ze zdecydowania oficerowi carskiemu. W Kielcach przestraszono się jego metod i Komitet Bezpieczeństwa już 18 kwietnia rozwiązał się. Oczywiście Jurgaszko nadal pozostał prezydentem.

Jest wielce prawdopodobne, że zajście z 4 kwietnia, jak to sugerują źródła rosyjskie, było prowokacją ze strony polskiej. Niewykluczone, że ksiądz Zajdler szedł z sakramentami do fikcyjnego chorego, a „żołnierzami rosyjskimi” byli przebrani uczniowie starszych klas Wyższej Szkoły Realnej. Cel tej prowokacji był prosty: rozbudzenie nastrojów patrio­tycznych – i to się znakomicie udało.

„Wzburzenie umysłów” w mniejszych ośrodkach

Do wystąpień przeciwko urzędnikom doszło jeszcze na początku kwietnia w Skale (po­wiat olkuski) i w Szydłowcu (powiat opoczyński). W Skale 7 kwietnia wieczorem tłum złożony z rzemieślników i wyrobników udał się pod magistrat i powybijał szyby. Następnie ruszył w kierunku mieszkania sekretarza magistratu, ka­sjera miejskiego i rejenta, wszędzie wybijając szyby. Na wieść o zbliżaniu się wojska ludzie rozeszli się do domów. Następnego dnia manifestację powtórzono. Wtedy to, aby zaprowadzić spokój, bogatsi mieszczanie powołali Obywatelską Straż Honorową. Następnego dnia w mieście panował już porządek, ale tylko dlatego, że burmistrz Karol Matuszewski został przeniesiony do Słomnik.

W Szydłowcu wystąpienia miały miejsce 9 kwietnia. Tego dnia odbywały się jednocześnie nabożeństwa w kościele katolickim i bóżnicy. W obu brali udział nie tylko mieszkańcy, lecz także okoliczne ziemiaństwo i chłopi oraz pracownicy zakładów górniczo-hutniczych. Nagle po wyjściu z kościoła za­częto głośno mówić, że wreszcie należy skończyć z rządami burmistrza i miejscowegopo ­licjanta. Zwrócono się do Wojciecha Krygiera, sędziego pokoju powiatu szydłowieckiego, a także powszechnie znanego i cenionego przemysłowca, aby odwołał burmistrza. Ponie­waż Krygier nie chciał na ten temat rozmawiać z manifestującymi, ci udali się pod dom burmistrza Józefa Bukowskiego. Wybito szyby w jego mieszkaniu. Manifestujący postano­wili sami załatwić sprawę. Ponieważ słyszeli, że w Królestwie Polskim mają powstać samorządy, postanowili wybrać radę miejską, ta z kolei miała wyłonić nowego burmistrza.

O wydarzeniach w Szydłowcu szybko dowiedziano się w Warszawie. Ponieważ przestraszono się, że społeczności lokalne zechcą same powoływać samorządy, polecono gubernatorowi radomskiemu, aby szybko pozbył się Bukowskiego. Pospieszne śledztwo potwierdziło zarzuty mieszkańców. że burmistrz dopuszczał się wielu nadużyć i aby załagodzić spór, postanowiono go prze­nieść do Solca.

W okresie świąt wielkanocnych do demonstracji patriotycznych doszło również w Miechowie. Według naczelnika tamtejszej komendy żandarmerii zorganizowali je młodzi ludzie wywodzący się z Miechowa, a studiujący w warszawskiej Akademii Medyko-Chirurgicznej i w Instytucie Agronomicznym w Marymoncie; jeden z manifestujących był zaś uczniem gimnazjum piotrkowskiego. Wszyscy przybyli do rodzinnego miasta na ferie świąteczne.

Pierwszego dnia świąt studenci spotkali się z mieszkańcami miasta w domu aptekarza Franckiego. Doszło do bratania się burmistrza Piotra Orzechowskiego z ludźmi pod hasłami równości wszystkich Polaków.

Następnie zebrani udali się do domu Wincentego Piątkowskiego, naczelnika powiatu miechowskiego, który przyjął ich z radością. Naczelnik z burmistrzem i studentami war­szawskimi zaczęli odwiedzać domy innych urzędników powiatowych, po drodze śpiewając pieśni religijne i patriotyczne. Nastroje udzieliły się większości mieszkańców Miechowa, którzy zaczęli wzywać okolicznych chłopów do okazywania nienawiści Rosjanom.

W drugi dzień świąt sytuacja się powtórzyła. Wincenty Piątkowski wraz z młodzieńca­mi ubranymi w stroje krakowskie odwiedzał domy najuboższych mieszczan, w tym Żydów, i namawiał do manifestowania uczuć patriotycznych. Wreszcie kolejnego dnia odprawiono uroczyste nabożeństwo w kościele parafialnym; uczestniczyli w nim także Żydzi. Po mszy mieszkańcy zebrali się pod domem aptekarza Franckiego i ostentacyjnie śpiewali „Jeszcze Polska nie zginęła”. Komendant żandarmów nie wiedział, jak zareagować na te wypadki, bo przecież uczestniczyli w nich przedstawiciele lokalnych władz.

Do „wzburzenia umysłów” w okresie wielkanocnym doszło także w Opatowie. Spowodował je tamtejszy burmistrz Maksymilian Biernacki, który bę­dąc w Warszawie, dowiedział się, że społeczeństwo zdymisjonowanemu dyrektorowi Ko­misji Rządowej Spraw Wewnętrznych Pawłowi Muchanowowi urządzało „kocie muzyki”. Te informacje burmistrz skwapliwie przekazywał mieszkańcom Opatowa. Zachęcał ich też do noszenia żałoby narodowej.

Nabożeństwa majowe i gorące lato

Wraz z reaktywowaniem naczelników wojennych władze liczyły, że uda im się spacyfikować ruch, który szeroko rozlał się po prowincji Królestwa Polskiego. Od połowy kwietnia 1861 roku obowiązywały w terenie zarządzenia policyjne, które do tej pory znane były jedynie w Warszawie. Od tej pory również na prowincji nie wolno było brać udziału w pogrzebach osobom spoza najbliższej rodziny, chodzić po godzinie 22 bez zapalonej latarki, śpiewać pieśni patriotycznych w świątyniach. Obowiązywał też zakaz noszenia wszelkiej odzieży znamionującej żałobę. Mężczyznom zakazano nosić wąsy, gdyż kojarzyło się to jakoby z wyglądem polskiego szlachcica. Księżom zaś grożono, że w wy­padku „dotykania spraw politycznych w kazaniach” będą aresztowani.

Podanie do ogólnej wiadomości tych rozporządzeń wpłynęło na pewne uspokojenie nastrojów. Trwało to jednak bardzo krótko, nadszedł bowiem maj i w kościo­łach odprawiano codziennie nabożeństwa, które w tradycji katolickiej w Polsce odgrywały bardzo ważną rolę. Nabożeństwa majowe stały się doskonałą okazją do śpiewania pieśni patriotycznych, manifestowania strojów żałobnych i stawiania krzyży dla uczczenia poległych 8 kwietnia na pl. Zamkowym w Warszawie.

Najbardziej aktywnie uczestniczyli w tych manifestacjach mieszkańcy Radomia i Kielc. Każdego dnia po zakończeniu nabożeństwa majowego ludność pozostawała w kościołach do późnych godzin wieczornych i śpiewała pieśni religijne oraz patriotyczne. Żandarmeria nie mogła temu zapobiec, bo wiązałoby się to z wejściem do świątyń i wyrzuceniem stamtąd wiernych. Taka decyzja mogła zaś zapaść tylko w Warsza­wie, i to po konsultacjach z Petersburgiem.

Do pierwszej interwencji doszło dopiero 19 maja. Był to dzień Zielonych Świątek i pod figurą Matki Boskiej stojącą przed klasztorem Bernardynów zebrał się ogromny tłum, który śpiewał pieśni religijne. Dodatkowo ducha patriotycznego dodawał wiernym wielki napis umieszczony na figurze: „Królowo Korony Polskiej, módl się za nami”. Po nabożeństwie tłum, zamiast rozejść się do domów, zaczął skandować antyrosyjskie okrzy­ki. Żandarmi aresztowali i oddali pod Sąd Kryminalny Guberni Warszawskiej 49 najbardziej aktywnych osób. Wśród nich aż 41 wywodziło się z inte­ligencji, byli to głównie urzędnicy.

Radomscy patrioci zdawali sobie sprawę, że decyzję o użyciu żandarme­rii podjął gen. Leontyn Opperman, gubernator radomski. Postanowili wystawiać jego nerwy na szwank, paradując w strojach żałobnych po głównych ulicach i placach miasta. Początkowo Opperman wydał rozporządzenie, aby wszystkie osoby ubrane w stroje żałobne aresztować. Było to jednak niewykonalne, bo pomieszczenia aresztu były za małe. Wtedy gubernator, uważając, że wszystkiemu są winne żony urzędników państwowych, postanowił działać inaczej: najpierw zapraszał niewiasty, jakbyśmy to dziś powiedzieli, na rozmowy wyjaśniające, a gdy one nie pomagały, zwalniał ich mężów z posad. Społeczność Radomia w tej sytuacji wykazała się dużą solidarnością i determinacją, postanowiono ośmieszyć Oppermana i urządzić mu 4 lipca kocią muzykę. Gubernator radomski, jak to zauważył Walery Przyborowski, naoczny świadek tamtych wydarzeń, zapobiegł nieprzyjemnej dla siebie his­torii. Tego dnia gęste patrole zaczęły przebiegać przez miasto i bić na oślep kolbami przechodniów. Aresztowano kilkanaście osób, głównie uczniów rzemieślniczych. Radomianie nie zrezygnowali jednak z walki z Oppermanem i zaczęli pisać skargi do Warszawy. Trudno powiedzieć, jak mocno wpłynęły na jego zwolnienie ze stanowiska gubernatora. W każdym razie w lipcu 1862 roku Aleksander Wielopolski zastąpił go swoim zaufanym Aleksandrem Ostrowskim.

Aresztowania z 4 lipca wcale nie zgasiły nastrojów patriotycznych. Już w sierpniu Ra­dom znowu był widownią wielkich manifestacji. Najpierw 8 sierpnia usypa­no kopiec i postawiono krzyż na cmentarzu okalającym klasztor Bernardynów na pamiątkę wydarzeń warszawskich z 25 lutego i 18 kwietnia. 12 sierpnia zaś odbyła się msza w związku z rocznicą zawarcia unii lubelskiej.

W Kielcach uroczystości majowe miały dużo spokojniejszy przebieg niż w Radomiu. Natomiast w lipcu doszło do dwóch poważnych incydentów. 2 lipca

o godzinie 21 tłum liczący ok. 500 osób, zarówno rzemieślników, jak i mieszkańców okolicznych wsi, dokonał najścia na mieszkanie dyrektora Wyższej Szkoły Realnej Anto­niego Formińskiego i księdza Szelengiewicza, nauczyciela w tymże gimnazjum. Na czele demonstracji stali ziemianin Antoni Maicki i rotmistrz Władysław Gołębiowski. Wyda­rzenie to spotkało się z ogromnym poparciem społeczeństwa, bowiem te osoby wyraźnie odcinały się od ruchu narodowego. Organizatorzy zajść nie ponieśli żadnych konsekwencji.

Do znamiennych wydarzeń w Kielcach doszło 14 lipca w niedzielę. W godzinach przedwieczornych odbyło się nabożeństwo w kolegiacie. Po jego zakończeniu niewielka grupa mieszkańców, głównie kobiet w starszym wieku, pozostała w kościele, aby w tzw. ogrójcu śpiewać pieśni religijne. Płk Paweł Zwieriew, który chętnie demon­strował siłę wojska rosyjskiego, polecił orkiestrze z tutejszego garnizonu stanąć na placu obok świątyni i grać skoczne melodie. Jednocześnie dwóch żołnierzy z papierosami w rękach weszło do ogrójca, śpiewając piosenki wojskowe. Oburzeni tym ludzie wyszli z kościoła i przyglądali się temu dziwnemu muzykowaniu, komentując głośno naganne postępowanie Rosjan. Rozlegająca się muzyka sprowadziła pod kolegiatę gapiów. Skorzystał z tego Zwieriew i polecił rozpędzić tłum kolbami. Ludzie poczuli się obrażeni. Ze­branych poparł naczelnik powiatu Michał Tański i wystosował na Zwieriewa skargę do na­czelnika wojennego oddziału radomskiego gen. Aleksandra Uszakowa. W skardze tej podkreślił, że Zwieriew nie miał żadnych podstaw, aby użyć wojska do rozpędzenia tłumu. Uszakow przyjął zarzuty i przeniósł nadgorliwego pułkownika z Kielc. Dodajmy, że Zwieriew postąpił wbrew rozporządzeniom władz Królestwa Polskiego, które zabraniały używania przez wojsko siły do rozpędzania tłumów. Po prostu obawiano się, aby nie doszło do masakry ludności, podobnej do tej, jaka nastąpiła w Warszawie 8 kwietnia 1861 roku.

Po tej reprymendzie wojsko i żandarmeria trzymały się z daleka. Tak też było 6 sierp­nia, kiedy odbywały się uroczystości żałobne w związku ze śmiercią księcia Adama Jerzego Czartoryskiego, a później 15 sierpnia, kiedy manifestowano z okazji rocznicy unii lubelskiej.

Te drugie uroczystości miały niezwykle podniosły charakter. Najpierw do kolegiaty przybyły tłumy na nabożeństwo. Później ze świątyni wyruszyła pielgrzymka do klasztoru Bernardynów na Karczówce. Tam znowu odprawiono mszę, a na­stępnie usypano kopiec i na nim ustawiono krzyż, na którym widniały daty: „25 luty” i „18 kwiecień”. W trakcie uroczystości kolportowano wiersz „Budowanie kopca na Karczówce 15 sierpnia 1861 roku” (zob. aneks). Jego autorem był prawdopodob­nie nauczyciel lub uczeń kieleckiej szkoły średniej, być może gimnazjalista Roman Bobrowski, który regu­larnie brał udział we wszelkich śpiewach patriotycznych.

Kulminacja na Świętym Krzyżu

Od sierpnia uroczystości religijne nasiliły się zwłaszcza w dwóch rejonach guberni radomskiej: w Zagłębiu Dąbrowskim (powiat olkuski) i rejonie Gór Świętokrzyskich. W miastach powiatu olkuskiego: Olkuszu, Będzinie, Siewierzu, Wolbromiu, Czeladzi i Pilicy, tak jak wszędzie, organizowano uroczyste nabożeństwa. Zdarzało się, że w nocy zrywa­no z budynków państwowych herby rosyjskie i wieszano tablice z Orłem i Pogonią. Na podstawie źródeł rosyjskich liczba nabożeństw i ich rozmiary nie były tak imponujące jak w Radomiu, Kielcach, Opatowie i Jędrzejowie, choć można by się spodziewać, że ze względu na dużą liczbę robotników i urzędników pracujących w zakładach Zagłębia Dąbrowskiego, manifesto­wanie polskości przybierze dużo większe rozmiary. Mogło to wynikać z postawy naczelnika powiatu olkuskiego i burmistrzów poszczególnych miast, którzy o tego typu zajściach nie informowali władz, i to z dwóch powodów. Po pierwsze, część z nich zapewne identyfikowała się z ruchem narodowym, a po drugie, mogli się przestraszyć wydarzeń w Skale i uznali, że we własnym interesie lepiej siedzieć cicho, a nawet pojawiać się na nabożeństwach religijno-patriotycznych.

W rejonie Gór Świętokrzyskich wyraźne ożywienie nastrojów patriotycznych nastąpiło w Opatowie, Ćmielowie, Kunowie i Bodzentynie. Była to niewątpliwie zasługa księdza Ignacego Zakrzewskiego z Opatowa i księdza Kacpra Kotkowskiego z Ćmielowa. To oni organizowali nabożeństwa, podczas których śpiewano pieśni patrio­tyczne. Oni też doprowadzili do postawienia wielu krzyży nie tylko w wymienionych mia­stach, lecz także w okolicznych wsiach. Na krzyżach tych widniały napisy przypominające wydarzenia z 25 lutego i 18 kwietnia w Warszawie. Czasami, jak na krzyżu w Ćmielowie, dopisywano jeszcze: „Równość, Wolność i Niepodległość Ojczyzny”..

Najintensywniej manifestował Opatów. Mieszkańcy nosili stroje

żałobne i potajemnie powtarzali sobie, że już niedługo nastąpi interwencja Anglii i Francji i wojska rosyjskie będą musiały opuścić Królestwo Polskie. Począwszy jednak od 7 sierpnia, kiedy to w kolegiacie odprawiono nabożeństwo żałobne za zmarłego księcia Adama Jerzego Czartoryskiego, nie stracono żadnej okazji do publicznej manifestacji. Już 11 sierpnia zorganizowano wielką manifestację religijno-patriotyczną w związku z rocznicą unii lubelskiej. Organizatorzy tych uroczystości z księdzem Ignacym Zakrzewskim na czele skontaktowali się z alumnami seminarium duchownego w Sandomierzu, gdzie także odbyło się podobne nabożeństwo.

Z inicjatywy księdza Zakrzewskiego 26 sierpnia z Opatowa wyruszyła pielgrzymka do klasztoru na Święty Krzyż, aby modlić się o zmartwychwstanie ojczyzny. Z kolei 31 sierpnia urzędnicy urządzili uroczysty pogrzeb kanceliście biura zarządu powiatu Antoniemu Powadzyńskiemu, byłemu żołnierzowi powstania listopadowego. Przy okazji wspominano o generałowej Katarzynie Sowińskiej i jej mężu, słynnym obrońcy Woli w 1831 roku. Ledwo zakończono uroczystości pogrzebowe, a już następnego dnia wczesnym rankiem pielgrzymka udała się do wsi Gierczyce, gdzie w starym modrzewiowym kościółku, wspólnie z chłopstwem i okolicznymi właścicielami ziemskimi, modlono się o powrót wolnej ojczy­zny. Dodatkowo księża nawoływali chłopów, aby powstrzymali się od pijaństwa, bo czasy są zbyt poważne dla narodu.

Kulminacja uroczystości religijno-patriotycznych 1861 roku nastąpiła 14 września, podczas odpustu na Świętym Krzyżu, który każdego roku odbywał się z okazji Podwyższenia Krzyża Świętego. Na odpust przybyły pielgrzymki z wielu miast guberni radomskiej. Ich przemarsze były doskonale zorganizowa­ne. Przykładowo, do pielgrzymki idącej z Sandomierza po drodze dołączali mieszkańcy miasteczek leżących na trasie. Na uroczystości przybyło też 400 mieszkańców Warszawy. Gdy przechodzili przez Radom, dołączyli do nich przedstawiciele patriotycznie na­stawionego tamtejszego mieszczaństwa. W sumie na odpust na Świętym Krzyżu przybyło ok. 30 000 osób. Świątynia nie mogła pomieścić wszystkich zebranych, dlatego wokół kościoła przygotowano dodatkowe ołtarze i jednocześnie przy wszystkich odprawiano nabożeństwa. Na wieży klasztornej powiewał olbrzymi sztandar z Orłem i Pogonią. W czasie nabożeństwa nieustannie śpiewano pieśni patriotyczne. Homilię do zebranych wygłosił wspominany ksiądz Zakrzewski. Jego homilia, jak zaznaczył naoczny świadek tych zdarzeń, „tak wielkie spra­wiła wrażenie na słuchaczach, że lud mało powiedzieć płakał, płacz zamienił się w jeden ciągły jęk i ryk, a echo daleko rozniosło te jęki po lesie”. Po uroczystościach wszyscy ro­zeszli się spokojnie, a siły porządkowe nie interweniowały.

Powrotny przemarsz pielgrzymki warszawskiej przez Radom zainspirował tamtejszych rzemieślników do wystąpień ulicznych. 21 września ok. godziny 21 pra­wie 100 młodych ludzi zjawiło się przed mieszkaniem urzędnika Bobakowskiego, który przybył specjalnie z Warszawy, aby udzielić wskazówek gubernatorowi Oppermanowi, i wybiło w nim szyby. Informacja szybko rozeszła się po mieście. Zaczęli przybywać kolejni mieszkańcy. Tłum udał się w kierunku ulicy Rwańskiej, gdzie w sklepie żelaznych prowadzonym przez niejakiego Zarzyckiego wybito okna i połamano drzwi. Ludzie nie rozeszli się pod wpływem perswazji i rozkazów policji. Podpici czeladnicy udali się na ulicę Szewską i tam powybijali szyby w dwóch szynkach. Następnie zrobili to samo w mieszkaniu dyrektora gimnazjum Żuchowskiego i żydowskiego krawca Lewińskiego. Do zaprowadzenia porządku gen. Opperman użył dwóch rot wojska. Na­stępnego dnia na ulicach Radomia pojawiły się wzmocnione patrole wojskowe.

Trudno ocenić na podstawie tylko raportu rządowego, czy rzeczywiście wydarzenia z 21 września przybrały tak niebezpieczne rozmiary, że trzeba było użyć aż dwóch rot wojska (ok. 400 żołnierzy) do zaprowadzenia porządku. Raczej wydaje się, że gen. Opperman chciał zamanifestować determinację w zwal­czaniu polskiego ruchu narodowego.

Istotne znaczenie dla budzenia świadomości narodowej w regionie miały uroczystości odpustowe na cześć bł. Wincentego Kadłubka. Od lat odbywały się w pierwszą niedzielę paździer­nika w Jędrzejowie, gdzie mistrz Wincenty w klasztorze Cystersów pisał swoją kronikę. W 1861 roku dodatkowy odpust zorganizowano w Sandomierzu, gdyż Kadłubek bowiem urodził się w Karwowie niedaleko Opatowa), wsi leżącej w diecezji sandomierskiej, karierę polityczną rozpoczął na dworze księcia sandomierskiego Kazimierza Sprawiedliwego, w Sandomierzu również miał probostwo. Do Jędrzejowa przybyły pielgrzymki, najliczniejsza, kilkusetosobowa z Kielc. Według naocznego świadka widok tej piel­grzymki był imponujący: „Chorągwie po jednej stronie z wyobrażeniem Matki Boskiej, po drugiej Orzeł Biały i Pogoń. Niesione przez młodzież obojej płci. Obrazy niosły nieco starsze panie na zmianę. Księży kilku i do tego muzyka, więc na przemian śpiewano strofkę pieśni patriotycznych, to znów muzyka grała marsza Garibaldiego lub innego, a czasem mazurka Chłopickiego lub Jeszcze Polska nie zginęła”.

Pielgrzymka kielecka, której przewodzili dwaj księża Ignacy Domagalski i Józef Ćwikliński, zatrzymała się po drodze w Chęcinach, gdzie nastąpiło powszechne bratanie się z Żydami. Do pielgrzymów dołączyła spora grupa mieszczan, głównie urzędników i rzemieślników. Wśród nich znalazł się Ludomir Grzybowski, archiwista z sądu popraw­czego, późniejszy uczestnik wielu bitew powstania styczniowego w województwie krakowskim i autor ciekawych pamiętników.

W Jędrzejowie zebrało się nieco mniej wiernych niż na Świętym Krzyżu. I tu klasztor Cystersów nie był w stanie pomieścić wszystkich. Ustawiono więc wokół kościoła prowizoryczne ołtarze i kilku księży odprawiało jednocześnie nabożeństwo. Mszę świętą przed głównym ołtarzem celebrował ksiądz Maciej Majerczak, administrator diecezji kieleckiej.

Na uroczystości w Sandomierzu przybyły pielgrzymki z różnych miejscowości diecezji sandomierskiej. Najliczniejsza przywędrowała z Opatowa, a pro­wadził ją wspominany już ksiądz Zakrzewski. Według oceny władz zebrało się ok. 10 000 osób. Wieczorem tłum rozszedł się do domów. W Sandomierzu nocowali jedynie pielgrzymi z Opatowa. Na drugi dzień uczestniczyli oni jeszcze w nabożeństwie żałobnym za arcybiskupa warszaw­skiego Antoniego Fijałkowskiego.

Okres manifestacji religijno-patriotycznych w 1861 roku w guberni radomskiej kończą uroczystości w Szczekocinach, które odbyły się 16 października. Tego dnia na miejsce bi­twy stoczonej 6 czerwca 1794 roku i zakończonej klęską oddziałów Tadeusza Kościuszki przybyły pielgrzymki z miejscowości położonych co najmniej w promieniu 50 km. Stawili się więc mieszkańcy Jędrzejowa, Włoszczowy, Wolbromia, Olkusza, Koniecpola i Przyrowa. Najpierw odbyło się nabożeństwo w kościele, podczas którego kazanie wygłosił bernardyn ze Świętej Anny. Mówił o ucisku carskim i podkreślał to, że Polacy są wyzna­nia rzymskokatolickiego, a „Moskale” to heretycy. Zrobiło to niewątpliwie duże wrażenie, zwłaszcza na warstwach najuboższych. Po uroczystościach kościelnych wszyscy poszli na miejsce bitwy. Tutaj z kolei kazanie wygłosił ksiądz z Przyrowa, a później wznie­siono krzyż z napisem: „Pamięci poległych za wiarę i ojczyznę poświęcają w 1861 r, rodacy. Boże, daj nam zgodę, męstwo, a zginą nieprzyjacioły nasze”.

17 października, cztery dni później niż w Warszawie, w guberni radomskiej został wprowadzony stan wojenny. Jego przepisy były bardzo surowe i powstrzymały społeczeństwo polskie od otwartych wystąpień przeciwko zaborcy. Tu i ówdzie dochodziło do drobnych incydentów, jednak z punktu widzenia władz nie stanowiło to zagrożenia.

Kto inspirował antyrosyjskie manifestacje i kto brał w nich najaktywniejszy udział? Pod tym względem miasta guberni radomskiej nie różniły się od ośrodków położonych w innych częściach Królestwa Polskiego. Inspiratorami było przede wszystkim niższe duchowieństwo, które później podporządkowało się rozkazom Komitetu Centralnego Narodowego. Księży i zakonników aktywnie wspierała miejscowa inteligencja, głównie urzędni­cy najniższego szczebla. Dużą rolę odegrały również kobiety. Do rangi symbolu urosła działalność Tekli Zalewskiej, wdowy po oficerze powstania listopadowe­go, która rzeczywiście przyczyniła się do tego, że wiele uroczystości miało niezwykle pod­niosły charakter.

Porównując odnotowaną w źródłach oficjalnych liczbę nabożeństw i wystąpień lokal­nych społeczności miejskich w Lubelskiem i w guberni radomskiej, można odnieść wrażenie, że Lubelszczyzna była aktywniejsza. Ale wydaje się, że w rzeczywistości tak nie było. Po prostu dla guberni lubelskiej takich informacji jest więcej, bo zachowała się tam szersza baza źródłowa. W przypadku guberni radomskiej najpełniej możemy określić stan nastrojów patriotycznych jedynie w odniesieniu do Radomia i Kielc, ponieważ zachowały się zespoły archiwalne: „Akta miasta Radomia” i „Akta naczelnika powiatu kieleckiego”. W przypadku | pozostałych miast takimi zasobami archiwalnymi nie dysponujemy. Zatem informacje o manifestacjach religijno-patriotycznych są szczątkowe i pochodzą na ogół z tzw. drugiej ręki. Niemniej jednak wypada podkreślić, że manifestacje religijno-patriotyczne w miastach gu­berni radomskiej całkowicie spełniły swe zadania, bo to właśnie młodzież miejska w pierw­szym okresie powstania styczniowego zasiliła oddziały operujące na tym obszarze.

WIERSZ „BUDOWANIE KOPCA NA KARCZOWCE – 15 SIERPNIA 1861 ROKU”

Archiwum Państwowe w Kielcach, Akta podworskie – zbiór szczątków, sygn. 114a, k. nlb.)

„Było to w sierpniu, gdy duch rozgorzały

I świeża pamięć po poległej braci

Stawiała krzyże, sypała mogiły

Których wiek czasu nawet nie zatraci.

Chcieliśmy i my pamiątką, tak trwałą

Uczcić śmierć pierwszych naszych męczenników

Młodzież kielecka z odwagą zuchwałą

Nic nie zważała na rój popleczników.

Którzy podobni do zjadliwych gadów

Snuli się wśród nas, jak żmije wśród sadów

Więc uradzono, że najlepiej będzie

Tak u nas zrobić, jak zrobiono wszędzie

By przy kościele usypać mogiłę

Razem więc wszyscy złączyli swą siłę

Ochoczo, żwawo uczciwi rodacy

Młodzi i starzy wzięli się do pracy

A nawet słabe niewiasty i dzieci

Nie odmówiły niesienia pomocy

Ale pułkownik, ów prawdziwy Zwierów

Także naczelnik ze swymi podwładnymi

Wzbraniali chęci naszych polskich szczerych

Nie pozwalając pod kościół wieźć ziemi.

Ucichł też niby ten projekt wspaniały

Trudno, mówili, rządy zakazały

Po co nam drażnić tę wściekłą bestyję

Kiedy nam robią tak trudną kwestyję.

To dajmy pokój, cóż nam przyjdzie z tego

Że znów w kajdany wpakują którego

I przeszedł tydzień, a może i drugi

Bez części zmarłym, bez bratniej posługi.

Ale też za to uśpiona uwaga

A krew niewinna chwały się domaga

Kilku więc młodych, idąc alejami

Byli zajęci takimi myślami.

Trudno nam w mieście dokonać by dzieła

Bóg dał, jednemu szczęsna myśl błysnęła

Słuchajcie bracia: rzekł do towarzyszy

Wszak tu tak prędko nikt nas nie posłyszy

Nie dojdzie celu, za którym idziemy

A tutaj wozić nawet nie trza ziemi

Ani kamienia, bo go mamy dosyć

Byle go tylko miał kto z nami nosić

Dajmy wieść cichą podczas sumy w mieście

Bo już rozpocząć czas przyszedł nareszcie.

Dwóch więc wybrało się z wieścią do miasta

By kto mógł przyszedł: dziecko, czy niewiasta

Stary do rady, młody do roboty

A każdy z sercem prawdziwej ochoty.

I plac na skale w moment upatrzyli

Na którym kamień – fundament założyli.

Noszono piasek, to kamyki drobne

To mech zielony, a wszystko swobodne

Z radością w oku, z odwagą na czole

Chciałaby skruszyć dręczącą niewolę

Z dłoni w dłoń ciężkie przechodzą kamienie

Ten wznosi je w górę, ów ubija ziemię.

Ten potem zlany, przez chwilę spoczywa

A drugich znowu do pomocy wzywa

Nareszcie wbito krzyż prosty, dębowy

I zawieszono cierniową koronę.

A choć całego kopca nie skończyli

To go już było więcej niż połowę

Zaraz też kapłan poświęcił znak wiary

Wszyscy uklękli jakby do ofiary

Gdy się skończyło poświęcenie krzyża

Każdy w pokorze swe czoło uniża

Gorącą modłę śląc w niebo za braci

Do końca dzieła ochoty nie traci.

I pieśń dziękczynną zanucili nową

Aż kościół zatrząsł się razem z klasztorem

A echo długo powtarzało głosy

Które z ufnością posłali w niebiosy.

Wieczór lampami krzyż ten oświecili

Wieńcami trwałych kwiatów okalili

A taką rzewną nucili tęsknotę

Jak gdybyś słyszał płaczącą sierotę.

Na grobie matki, co jej życie dała

A potem przed nią w ziemię się schowała

Jak gdybyś słyszał płacz tkliwej dziewicy

Która nie może już ukryć tęschnicy

Za swoim lubym, co jej wydarł serce

A ją zostawia losu poniewierce.

Straszniejszą nawet była boleść taka

Bo tam widziałeś szczere łzy Polaka

Za swoją ziemię, krwią niewinną zlaną

Za Polskę Świętą! Wolnością kochaną!

Potem my razem wracali wesoło

Każdego szczęściem promieniało czoło

Każdy, zarówno ubogi, bogaty

Swobodny wracał do jakiej miał chaty.

Gdzież już dziś ujrzysz tę zgodę serdeczną?

Tę miłość bratnią, ochotę stateczną

Rok nie upłynął wszystko się zmieniło

[…]

Znikła nadzieja złym wiatrem rozwiana

Jak Ty nam nikniesz Ojczyzno Kochana!

Ważniejsza literatura:

J. Boniecki, Radom w okresie powstania styczniowego, Warszawa 1961.

W. Caban, Uczestnicy powstania styczniowego z guberni radomskiej. Próba analizy społeczno-zawodowej, „Kieleckie Studia Historyczne” 1988, t. 7, s. 29-56.

W. Caban, Z dziejów powstania styczniowego w rejonie Gór Świętokrzyskich, Warszawa-Kraków 1989.

S. Kolarski, Opatów w latach 18611864, Opatów 1935.

W. Przyborowski, Historia dwóch lat, Warszawa 1889.

F. Ramotowska, Rząd carski wobec manifestacji patriotycznych w Królestwie Polskim w latach 1861-1862, Wrocław 1971.

Na podstawie: W. Caban, „Manifestacje religijno-patriotyczne 1861 roku w miastach guberni radomskiej”, w: „Powstanie styczniowe. Polacy i Rosjanie w XIX wieku”, red. L. Michalska-Bracha, S. Wiech, J. Legieć, Kielce 2011, s. 71-84.