Łysogórska dama na miotle

wpis w: Ciekawostki | 0

Czarownica na miotleBaba Jaga w pasiastej zapasce i wzorzystej chuście, siedząca okrakiem na miotle, to jeden z symboli Gór Świętokrzyskich i województwa świętokrzyskiego. Skąd pochodzi ten mit? Czy znamy historyczne podłoże podania o Babie Jadze, buszującej w powietrznych przestworzach na łysogórski sabat? Czy potrafimy wyjaśnić genezę znanego wizerunku utrwalonego w scenach plastycznych, elementy stroju, atrybuty i wreszcie sam motyw lotu na Łysiec?

Ziemia świętokrzyska szczyci się wieloma symbolami, rozpoznawalnymi znakami regionu, spadkiem bogatej historii. Wystarczy wspomnieć świętego jelenia, figurę pielgrzyma u podnóża Łyśca, zagadkowy herb miasta Kielc czy zamknięte w kamieniu pomniki przeszłości, które urosły do rangi rozpoznawalnych wizytówek regionu: kompleks łysogórskiego opactwa pobenedyktyńskiego lub dawny zamek biskupów krakowskich w Kielcach. Do tego dodajmy charakterystyczny krajobraz tych ziem: pasiaste pola wijące się wśród okolicznych gór, spopularyzowane w artystycznej fotografii tzw. kieleckiej szkoły krajobrazu.

Czarownica świętokrzyska jest jednak wyjątkowa. Jej postać stała się nieodłącznym motywem, nierzadko wręcz maskotką Łysogór, a jej wizerunek znaleźć można niemal na każdym kroku. Jest nieodłącznym elementem dekoracyjnym, znakiem marketingowym we współczesnej reklamie wielu lokalnych firm, wreszcie turystycznym gadżetem. Wydaje się nawet, że w ostatnim okresie przeżywamy pewien renesans tej barwnej legendy. Wszak sprzedaje się znakomicie. Pewne jest, że w dobie małych ojczyzn, poszukiwań lokalnej tożsamości i regionalnych osobliwości, na fali cywilizacyjnych mód oraz popularności opowiadań o przygodach Harrego Pottera, Baba Jaga może odegrać niebagatelną rolę w promocji regionu.

Spróbujmy przyjrzeć się wizerunkowi Baby Jagi, sięgając do najstarszych przedstawień ikonograficznych. Są one najbardziej powszechnym świadectwem żywotności lokalnej legendy. Taka podróż w czasie przywołuje obraz fascynującej i polifonicznej symboliki utrwalonej w archaicznych pokładach wierzeniowych, ukrytych pod warstwą starego kodu kulturowego. Aby zrozumieć zaginiony świat mitów, musimy ów kod przełamać, złamać pieczęć dawnych rytów i wierzeń.

Skąd się wzięła Baba Jaga

Czarownice, Hans Baldung Grien, 1508Dzisiejszy wizerunek Baby Jagi odzianej w pasiastą zapaskę, a więc w regionalny strój ludowy, we wzorzystej chuście na głowie z nieodłączną miotłą, ożogiem, żerdzią lub łopatą, ma niedaleką przeszłość. Ale jej wizerunek utrwalony w zbiorowej pamięci nie jest w pełni oryginalnym przejawem lokalnej wyobraźni. To import topicznej symboliki zgodny ze staroeuropejską warstwą wierzeniową. Efekt zapożyczeń z odległej kontynentalnej tradycji wyobrażeniowej o świecie zmarłych odzwierciedlonej w antycznej, średniowiecznej i nowożytnej plastyce oraz piśmiennictwie europejskim.

Wyobrażenia te wywodzą się z wielowątkowego kompleksu wierzeniowego złożonego z germańskich i nordyckich mitów o tzw. dzikich łowach, Holdzie i Perchcie, bóstwach dobrobytu i przeznaczenia, z grecko-rzymskich wyobrażeń o Dianie, bogini łowów przyrody i płodności, chrześcijańskiej Herodiady, wyobrażeń o bałtyckich wilkołakach,  euroazjatyckiego szamanizmu, staroceltyckich kultów nocnych, dobrotliwych żeńskich bóstw chtonicznych (Epony, Hery i matron), oraz dawnych legend o nocnych szkodliwych istotach demonicznych podobnych do strzyg. Wiara (lub jej echa) w te istoty z pogranicza świata żywych i zmarłych, połączone ze sobą, legły u podstaw późniejszych wyobrażeń o nocnych orszakach czarownic i sabatach, które dotarły na ziemie polskie za pośrednictwem niemieckim.

W łysogórskiej tradycji ludowej postać Baby Jagi zaczęła się kształtować pod wpływem legend o domniemanej i wciąż dyskutowanej pogańskiej przeszłości Łyśca, od przełomu XV i XVI stulecia nazywanego Łysą Górą. Punktem zwrotnym był tu wątek oparty na niepewnej wzmiance w kronice łysogórskiego opactwa benedyktyńskiego Powieść rzeczy istey z pierwszej połowy XVI wieku. Dotyczyła czczonych jakoby dawniej na szczycie Łyśca pogańskich bóstw o imionach Lada, Boda i Leli. Niezwykła popularność tej kroniki klasztornej w późniejszych czasach (na początku XX wieku sprzedawano ją w formie broszury na miejscowych jarmarkach) stała się zarzewiem miejscowej tradycji o związkach Łyśca z dawnymi kultami, a ostatecznie z sabatami czarownic. Mit ten powtarzany w legendach i opowieściach ludowych utrwalił ostatecznie już w nowszych czasach lokalny ruch krajoznawczy. Dodajmy, co bardzo istotne, że chodzi o okres po kasacie klasztoru w 1819 roku czyli po opuszczeniu opactwa świętokrzyskiego przez benedyktynów.

Łysiec – książę innych gór

Czarownica na miotleDo takich wyobrażeń przyczyniły się również późnonowożytne podania o sabatach na „łysych górach”. Tzw. łyse góry, których w świecie nie brakuje, miały bowiem od dawna swoją oddzielną mitologię jako miejsca złych mocy. Bezpośrednim importem z krajów niemieckich mogły być nowożytne relacje rozrzucone w tamtejszych materiałach inkwizycyjnych. Przed trybunałami inkwizycji przetoczyła się wówczas fala licznych procesów przeciwko kobietom posądzanym o udział w sabatach na szczytach gór zwieńczonych zwałowiskami skalnymi, bliźniaczo podobnych do łysogórskich gołoborzy (blokkes berghe). Najsłynniejszą z takich otoczonych złą sławą gór na ziemiach niemieckich był Brocken (1142 m n.p.m.), najwyższy szczyt Gór Harzu, najstarszego pasma górskiego w Europie. Ze względu na podobieństwo nazwy, surową i intrygującą naturę oraz podobną symbolikę Brocken można nazwać bliźniaczym szczytem Łyśca. Już w 1668 roku Johann Praetorius poświęcił jej specjalny traktat Blockes Berges Verrichtung. Dzieło to, co nie jest bez znaczenia, znane było również w ówczesnej Polsce.

Gołoborze, łyse polany, a więc niezwykłe warunki naturalne Łyśca ułatwiały mitologizację. Zapoczątkował ją sam Jan Długosz, który w swoich monumentalnych Rocznikach związał genezę gołoborza z interwencją mitologicznych cyklopów. W ten sposób kronikarz przeniósł Łysiec do przestrzeni wyłączonej, będącej areną walk gigantów. Wpisany w strukturę czasu i przestrzeń biblijną, czyli w historię początku świata (giganci to wszak postaci potwierdzone autorytetem Biblii, Rdz. 6,4; Jdt 16,6), w interpretacji kronikarskiej stał się Łysiec miejscem wybranym, nobilitowanym, a nawet uświęconym. Długosz nie miał zresztą wątpliwości, że to najważniejsza góra Królestwa Polskiego, skoro nazwał ją księciem innych gór (princeps montium).

Walkirie, Heretyczki, Czarownice

Walkiria na grzbiecie panteryZacznijmy od początku. Najwcześniejsze przedstawienia ikonograficzne ukazują czarownice jako kobiety latające na dzikich zwierzętach, co odpowiadało tradycji antycznych mitów o Dianie lub germańskich walkirii zbierających z pól poległych wojowników do Walhalli, krainy zmarłych. W taki sposób przedstawiają je najstarsze świadectwa plastyczne, a mianowicie polichromie katedry w Schleswigu pochodzące z przełomu XIII i XIV wieku, gdzie jedna z walkirii leci na grzbiecie pantery lub lwicy, a druga na miotle. Te przedstawienia dały początek całej serii wyobrażeń plastycznych. Malowidła ścienne z kilku kościołów duńskich z lat 1450 – 1542 wyobrażają czarownice lecące na grzbietach demonów z nieodłącznymi rogami. Jednym z najbardziej wyrazistych przedstawień czarownic w plastyce średniowiecznej są dwie miniatury kodeksowe umieszczone na marginesie francuskiego poematu Martina Le Franc Le champion des dames z 1440 roku. Przedstawiają one dwie kobiety. W intencji iluminatora są nimi żony  waldensów, wyobrażone jako czarownice latające na miotle, na kiju lub żerdzi z płotu.  Podobne sceny, tym razem zbiorowe, spotykamy w miniaturach książkowych z traktatem Johanna Tinctorisa z 1460 roku. Jedna z nich przedstawia cały powietrzny orszak czarownic zmierzających na sabat. Ponownie za wehikuł czarownic służą tu fantastyczne zwierzęta o cechach diabolicznych oraz miotły, element powtarzalny w wyobrażeniach plastycznych o starej metryce wierzeniowej.

Kij – przedmiot magiczny

Skąd pochodzi ów motyw lotu na grzbietach fantastycznych istot, zwierząt lub za pomocą prymitywnych narzędzi codziennego użytku? Fantastyczne istoty to oczywiście personifikacje diabła, któremu uczona demonologia średniowieczna przypisywała zdolność przenoszenia przedmiotów w powietrzu. Żerdź i miotła skrywają natomiast symbolikę ludową. Najstarszą metrykę przypisuje się zwykle żerdzi. Starogermańskie słowo hagazussa, jedno z najstarszych określeń czarownicy, oznacza właśnie starą kobietę latającą na żerdzi z płotu. Podobnie jest z jednym z nocnych germańskich duchów nazywanym zunritten. Słowo to pochodzi od der Zaun – płot, parkan, i reiten – jeździć wierzchem. Koresponduje z tym jedno z rozporządzeń świeckich z Västgötaland (Szwecja) z ok. 1170 roku. Zachował się w nim zapis o pewnej kobiecie, której zarzucano, że z rozwiązanymi włosami pod postacią trolla jeździła na kołku dniem i nocą. Żerdź z płotu to częsty w dawnym folklorze krajów niemieckich atrybut zabiegów wieszczych i magicznych. Staronordyckie słowo gandr oznaczało kij, pręt, konar lub kołek – przedmiot magiczny, któremu przypisywano szczególną siłę, zwłaszcza zdolność zsyłania chorób na innych lub przenoszenia istot w inne miejsce. Jedna z dawnych sag islandzkich opowiada o przelocie w zaświaty, czyli o gandreip.

Zresztą podróże na osobliwych zwierzętach w zaświaty lub na kiju były znane znacznie wcześniej w innych kręgach kulturowych. Motyw lotu na kiju pojawia m.in. w wierzeniach starożytnego Akkadu. Spośród zaś świadectw bliższych nam geograficznie warto wspomnieć relację śląskiego teologa Jana z Wünschelburga (Radkowa) z XV wieku. Autor opowiadał o pewnym ludowym zwyczaju młodych matek, które kładły niemowlęta ze skłonnościami do torsji na płocie, tak aby wymiociny wydziobały ptaki. Z kolei wiedeński autor z XV wieku Tomasz z Haselbachu wspomina o tym, że w Boże Narodzenie dziewczęta wróżyły sobie z płotu, kogo dostaną za męża. Zwyczaj ten przetrwał jeszcze w XIX wiecznym folklorze niemieckim. Młode panny w Boże Narodzenie zawiązywały na wybranej żerdzi wstążkę, a następnego dnia sprawdzały, czy pozostała prosta czy krzywa, wieszcząc o wyglądzie przyszłego męża. Symbolikę płotu poświadczają również rodzime świadectwa nowożytne i ze współczesnego folkloru. Marcin Bielski w XVI wieku zapisał fragment pieśni Śmierć się wije u płotu: Szukający kłopotu […], a podobne pieśni śpiewane przy obnoszeniu Nowego Latka powiadają, że Śnieg się wije po płocinie; A pszeniczka po rolinie. Płot miał więc symbolikę przejścia w czasie czy zmiany pory roku, dlatego jego wygląd lub śnieg nań zalegający obserwowano jako zwiastun nadejścia nowego czasu, nowego lata.

Ze świata magii wywodzi się również symbolika miotły; w dawnych wierzeniach przypisywano jej moce oczyszczające i wypędzające. Z magicznymi przymiotami utożsamiano również gatunki drzew, z których je wykonywano: rózgi brzozowe, bukowe lub jodłowe, symbolizujące drzewo życia, płodność i odradzającą się na wiosnę przyrodę. Miotła lub kij tak mocno zrosły się z postacią czarownicy, że niektórzy demonolodzy utworzyli od słowa baculus (kij, laska) jedno z pogardliwych określeń czarownic: bacularie. Na marginesie demonologicznego dzieła Jordanesa de Bergamo Quaestio de strigis z ok. 1460 roku wyjaśniano, że owe kobiety latają na lasce [a baculo] wspomagane siłą demonów. Do czego służyła owa laska nie pozostawiało wątpliwości znane anonimowe pismo Errores Gazariorum z 1450 roku. W rozwinięciu tytułu nieznany autor wyjaśniał mniej zorientowanym w sztuce magicznej, że chodzi o przypadki podróżowania na lasce lub na miotle. Podobne przykłady przedstawieniowe można mnożyć. Jednak wszystkie wywodzą się z ikonografii zachodniej, rodzimych wyobrażeń plastycznych w zasadzie nie znamy. Kilka zabytków ikonograficznych przypomina wprawdzie podobne sceny, ale ilustrują one inne treści ideowe.

Późne echa dawnych wierzeń

W Polsce, w ślad za wczesnym malarstwem gotyckim Zachodu, dla wyobrażenia siedmiu grzechów głównych wykorzystywano symbolikę zwierzęcą. Na polichromii kościołów parafialnych św. Mikołaja w Bejscach z 1370–1380 roku, św. Andrzeja w Olkuszu z ok. 1390 roku oraz św. Jerzego w Przyczynie Górnej z drugiej połowy XV wieku siedem grzechów głównych symbolizują postaci ludzkie, kobiety lub para (kobieta i mężczyzna), dosiadające wierzchem dzikie lub domowe zwierzęta m.in. ropuchę, niedźwiedzia, panterę, lisa, dzika lub osła, konia, świnie, kota bądź psa. Wśród scenek wyrzeźbionych na stallach kościoła opackiego cystersów w Pelplinie z drugiej połowy XV wieku zobaczymy niewieścią postać z fantastycznym tułowiem i zwierzęcych lub ptasich odnóżach, ale możemy jedynie domyślać się, że to czarownica. Dorobek to skromny.

Nie mamy jednak wątpliwości, że wizerunek współczesnej świętokrzyskiej Baby Jagi nawiązuje do opisanej tradycji mitologicznej i przedstawieniowej, choć w lokalnej plastyce postać świętokrzyskiej wiedźmy wzorowana na wymienionych archetypach pojawia się dość późno. Trudno powiedzieć, którym przedstawieniom lokalnym przypisać pierwszeństwo. W każdym razie warto wspomnieć o interesujących ilustracjach zamieszczonych w wydanej w Kielcach w 1938 roku książce Józefa Ozgi-Michalskiego pt. Łysica gwarzy, w której aż roi się od czarownic przedstawionych na czarno-białych rycinach.

Stary motyw sięgający dawnych mitów i wyobrażeń europejskich trafił na szczególnie podatny grunt lokalnej tradycji i wpłynął ożywczo na miejscowe wyobrażenia, podania i legendy o tajemniczej przeszłości Łyśca. Niesiona w zapisach literackich i ustnym folklorze pamięć uformowała z czasem regionalne, świętokrzyskie wcielenie mitu o czarownicach i sabatach łysogórskich i na końcu plastyczną wizję Baby Jagi, przystosowaną do tutejszej kolorystyki. Tak jest nadal, choć pierwotne symboliczne znaczenie wizerunku świętokrzyskiej Baby Jagi dawno uszło w niepamięć, przesłonione współczesnym marketingowym blichtrem.