Łysa Góra w oczach Sobieszczańskiego

wpis w: Przyroda | 0

Źródło: Franciszek Maksymilian Sobieszczański, Wycieczka archeologiczna w niektóre strony gubernii radomskiej odbyta w miesiącu wrześniu 1851 roku przez F. M. Sobieszczańskiego, Warszawa 1852, s. 84.

Któż o Łysej-górze nie słyszał? bo pewnie nie masz u nas miejsca tak powszechnie znanego, i tylu podaniami a rozmaitemi powieściami obdarzonego. Ona bowiem wyniosłością swoją całemu krajowi panując, ściągnęła do siebie wypadki dziejowe, żywa zaś wyobraźnia mieszkańców gór obdarzyła ją bogatemi podaniami, zresztą wielu podobnym górom w Europie wspólnemi. Bo lud lubi wszędzie cudowność, a wyobraźnia jego nauką niehamowana, sama z siebie płodzi cuda. Tu jeszcze dotąd od stworzenia świata, powiadają wieśniacy, w końcu kwietnia czarownice mają swoje szabasy, wjeżdżając na miotłach, łopatach i rożnach, które im czart dostarcza, a na których wymknąwszy się kominem lub oknem, lecą od nikogo niewidziane dla gęstej mgły, którą bies umyślnie na ten raz całą górę otacza. Wtedy bywa tu bankiet: czarownice zdają ze swoich czynności sprawę i odbierają nowe polecenia; zresztą z nieszczęścia biednych otumanionych ludzi weseląc się, śpiewają i tańczą, a dopiero pianie koguta przerywa ucztę, po której smród siarki i smoły przez długi czas na górze zostaje.