Kazania świętokrzyskie – najstarszy zabytek prozy religijnej w języku polskim

wpis w: Zabytki | 0

kazania_swietokrzyskie-0001Ufundowane w pierwszej połowie XII wieku opactwo benedyktynów na Świętym Krzyżu stanowi jeden z najwspanialszych obiektów sakralnych na ziemiach polskich i jedno z najbardziej fascynujących miejsc w Polsce. Klasztor czarnych mnichów, malowniczo położony na osnutym legendami szczycie Łyśca, w gęstwinie Puszczy Jodłowej skrywającej gołoborze, łyse polany i stary szlak pielgrzymi, to nie tylko niewyczerpany temat dociekań naukowych, obiekt fascynacji krajoznawczych, lecz również jedyna w swoim rodzaju przestrzeń o wyjątkowym, wielobarwnym obliczu kulturowym. Jej wpływ na cały region nie da się przecenić, ani porównać z żadną inną częścią kraju. Nie ma bowiem miejsca w Polsce, gdzie historia tworzona przez ludzi tak bardzo stopiłaby się z bogactwem natury, dziedzictwo kulturowe z dziedzictwem przyrodniczym, sacrum chrześcijańskie z miejscową tradycją, pobożność z lokalnym folklorem, historia z mitem, ludowym podaniem i baśnią i wreszcie miejsce spotkań nobliwych pielgrzymów z królewskiego orszaku z masą prostych pątników spod łysogórskich wsi, osad i miast.

Z pewnością mnisi benedyktyńscy, których pierwsza generacja przybyła z Tyńca, nie wybrali Łyśca przypadkowo, lecz z rozmysłem, po to, by na północnych peryferiach Małopolski, w niełatwo dostępnej i nieco izolowanej górskiej przestrzeni zaszczepić sacrum, którego byli posłannikiem. Nie wiemy, czy powodem łysogórskiej lokalizacji był akt chrystianizacji starego kultowego miejsca, choć taka interpretacja, mimo dyskusyjnej podstawy źródłowej jest wielce prawdopodobna, czy też były inne przyczyny: polityka Bolesława Krzywoustego, potrzeba umocnienia państwa i organizacji kościelnej po zniszczeniach wojennych z lat 1132–1135, zapewnienie modlitw za duszę fundatorów, ewangelizacja okolic ubogich w infrastrukturę kościelną, wykorzystanie naturalnych walorów obronnych Łyśca i perspektywy gospodarczego oddziaływania opactwa. Benedyktyni chyba nie przewidywali, że z biegiem lat zupełnie odmienią oblicze tej ziemi.

Sanktuarium promieniujące kulturą duchową i intelektualną

kazania_swietokrzyskie-0002Co zatem stało się na plateau Łyśca przed 800 laty? Oto w centrum prastarych Gór Świętokrzyskich, najstarszego obok Gór Harzu pasma górskiego Europy, w centrum nieco zagadkowej, odludnej, ale budzącej szacunek i podziw przestrzeni, powstało najstarsze sanktuarium w Polsce, miejsce kultu pątniczego do słynnych relikwii Krzyża Świętego, centrum elitarnej kultury monastycznej i ważny ośrodek duszpasterstwa. Jednocześnie uczone środowisko czarnych mnichów dzięki poszanowaniu miejscowej tradycji pozostawało otwarte na zjawiska za świata folkloru, legend i ludowych podań, współżyło z otoczeniem w swoistej symbiozie, twórczej wymianie myśli i wartości.

W ciągu bez mała ośmiu długich wieków opactwa świętokrzyskiego przez mury klasztorne, krużganki i cele mnisze przewinęło się kilkanaście pokoleń braci zakonnych. Byli wśród nich ludzie różnego stanu, pochodzenia i wykształcenia, a zapewne także różnej gorliwości w wierze i pobożności. Choć obsada opactwa, zwłaszcza w najwcześniejszym okresie, nie jest do końca rozpoznana, szczególnie XV stulecie obfitowało w wybitne osobowości i prawdziwe autorytety wśród mnichów. Był to złoty okres w dziejach klasztoru. Opactwo promieniowało kulturą duchową i intelektualną. Pozostające w ścisłych związkach z dworem królewskim, otoczone kuratelą potężnych rodzin możnowładczych cieszyło się bogatym uposażeniem, zasobnym skarbcem, obszerną biblioteką, ale przede wszystkim potencjałem ludzkich talentów.

W duchowym dziedzictwie każdego opactwa jednym z najważniejszych miejsc była i jest zawsze biblioteka. „Klasztor bez książnicy to jak zamek bez zbroicy” – powiada jedno ze średniowiecznych przysłów. W kręgach ówczesnych elit intelektualnych, zwłaszcza kościelnych, książka była zawsze przedmiotem pożądania. Skrupulatnie przepisywaną, kunsztownie oprawianą i ozdabianą, przechowywano w przepastnych bibliotekach, skarbnicach ówczesnej wiedzy i literackiego smaku. Wśród nich wyróżniało się opactwo na Świętym Krzyżu, słynące nie tylko z drogocennych relikwii, lecz mogące się również poszczycić jedną z najwspanialszych bibliotek Polski średniowiecznej.

kazania_swietokrzyskie-0004Czy mogło być inaczej? Opactwa benedyktyńskie jako pierwsze dotarły na ziemie polskie, rzucając ziarno kultury pisanej w pierwszych latach istnienia państwowości polskiej, a w swoich zbiorach benedyktyni „zawarli (…) najpierwszy dorobek naukowy, oświatowy i artystyczny, wyhodowany w naszym kraju”. Kultura książki była wpisana w literę Reguły św. Benedykta z Nursji. Bezczynność jest bowiem wrogiem duszy, a bracia muszą się nieustannie zajmować w ciągu dnia z jednej strony pracą fizyczną, z drugiej zaś „czytaniem duchowym” (lectio divina). Jak dużą wagę przywiązywano do obowiązku czytania przez wszystkich mnichów bez wyjątku, świadczy wydźwięk 48 punktu Reguły: „W tych dniach Postu każdy otrzyma z biblioteki jedną książkę, którą powinien przeczytać od pierwszej do ostatniej strony w całości”. O przestrzeganie obowiązku czytania miała dbać specjalnie wyznaczona para starszych mnichów. „W godzinach, w których bracia mają zajmować się czytaniem, będą oni obchodzić klasztor i patrzeć, czy nie znajdzie się ktoś opieszały, kto nic nie robi albo gada, zamiast pracowicie czytać, i nie tylko sam nie odnosi żadnego pożytku, lecz jeszcze innych rozprasza”.

Reguła wyznacza normę, wzorzec, generalny program postępowania i duchowości, a życie oraz lokalne consuetudines, statuta lub constitutiones poszczególnych klasztorów dyktowały zapewne inne jeszcze rozwiązania, to jednak wydźwięk generalnej „konstytucji” benedyktyńskiej musi budzić szacunek.

Co zatem czytali owi mnisi benedyktyńscy? Badania nad zasobami dawnej biblioteki lub raczej tego, co po niej pozostało po kasacie opactwa, dowodzą, że wybór był niemały. Pod tym względem biblioteka świętokrzyska stanowiła wyjątek. Jej rozwoju, jak dowodził Marek Derwich, nie przekreślił ogromny pożar z 1459 roku, po którym odtworzyli ją opat Michał z Krakowa (z Lipia) oraz Maciej z Pełczyna, kryzys intelektualny, w jaki popadły zgromadzenia mnisze począwszy od XIV stulecia, ani też kolejne pożary w czasach nowożytnych, np. z 1777 roku.

W świetle najstarszego świadectwa z pierwszej połowie XV wieku bibliotekę klasztorną umieszczono pierwotnie w skarbcu lub obok niego przy zakrystii, a więc we wschodnim skrzydle klasztoru. W jedynym wówczas murowanym budynku klasztornym mieściły się najważniejsze „skarby” opactwa: kaplica, relikwie Krzyża Świętego, skarbiec, archiwum i biblioteka. Książnicą opiekowali się kustosze relikwii oraz zakrystian. Jeszcze w tym samym stuleciu przeniesiono ją na piętro wybudowanego w pięćdziesiątych XV wieku piętrowego wschodniego skrzydła, do osobnej izby nad nową zakrystią. W końcu XVII wieku trafiła do dawnego dormitorium, a w następnym stuleciu została ulokowana na piętrze w północno-wschodnim narożniku klasztoru, gdzie książki były przechowywane szafach.

Liczne pożogi, kradzieże i rozproszenie zbiorów po kasacie, ale też niedostatek badań w tej mierze powodują, że nie znamy faktycznej liczby książek biblioteki łysogórskiej, choć była to bez wątpienia jedna z najbogatszych książnic Polski średniowiecznej, a jej zasoby liczyły się jeszcze w czasach nowożytnych. Według sondażowych ustaleń do końca XV wieku biblioteka łysogórska posiadała zbiór szacowany nawet na 2000 woluminów. Przez kolejne stulecia aż do kasaty w 1819 roku ta liczba mogła urosnąć do 7– 8 tysięcy woluminów. Według katalogu Jana Jerzego (George) Jonstona z 1703 roku przechowywano w niej 3893 ksiąg. Katalog sporządzony przez benedyktynów z nakazu Komisji Rządowej Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego w 1818 roku obejmował 5533 ksiąg oraz pewną liczbę rękopisów. Z kolei w świetle zestawienia Samuela B. Lindego z 1819 roku było to 6305 ksiąg. 4400 Linde wywiózł wówczas do Warszawy w 12 pakach oraz sześciu beczkach zbożowych. Pozostałe 1905 woluminów uległo rozproszeniu – 776 wywieziono w 1864 roku do Seminarium Duchownego w Sandomierzu (od 2007 roku Biblioteki Diecezjalnej). Józef Gacki uznawał, że książnica nigdy nie przekroczyła 9000 woluminów.

Nie ma wątpliwości, że biblioteka wraz z relikwiami pięciu partycji Krzyża Św. stanowiła największy skarb opactwa, a jej utrata to niepowetowana strata dla kultury narodowej. Budowana przez blisko 800 lat, zawierała w miarę kompletne kompendium ówczesnej wiedzy. Opactwo, szczególnie w okresie swojej świetności w XV wieku, świetnie wykorzystywało koneksje z dworem królewskim oraz krakowskim środowiskiem kościelnym i naukowym. Ściągało stamtąd księgi, kopiowało w klasztornym skryptorium lub pozyskiwało drogą legatów. Przykładowo w 1477 roku biblioteka otrzymała w darze kilkanaście ksiąg od archidiakona sandomierskiego Stanisława z Wojczyc, wieloletniego donatora i przyjaciela klasztoru.

Obok oczywistych egzemplarzy Biblii i komentarzy biblijnych biblioteka łysogórska zawierała m.in. pisma Ojców i doktorów Kościoła, od św. Hieronima do Tomasza z Akwinu, pisma soborowe i publicystykę kościelną, dykcjonarze i encyklopedie średniowieczne z Etymologiarum Izydora z Sewilli na czele, traktaty teologiczno-prawnicze, mistyczne, ascetyczne i liturgiczne Mikołaja z Lyra, Jakuba z Paradyża, Jana Gersona, św. Bonawentury, Henryka z Hesji, Henryka z Friemaru, Hugona od św. Wiktora, Mateusza z Krakowa, Piotra z Blois, Mikołaja z Błonia i wielu innych. Pokaźną część zbiorów stanowiły kazania średniowieczne (57 kodeksów), m.in. Jakuba z Voragine, Aldobrandina z Tuscanelli, Bertranda de Turre, Szymona z Kremony, Hieronima z Pragi, Jana Merkelin, Jana Herolt, Jana Szczekny, Peregryna z Opola, Mateusza z Krakowa, Jakuba z Paradyża, Łukasza z Wielkiego Koźmina, Stanisława ze Skarbimierza, Mikołaja Wiganda, Mikołaja z Błonia, Pawła z Zatora oraz najbardziej popularny zbiór kaznodziejski Polski późnego średniowiecza, czyli tzw. kolekcję kazań Piotra z Miłosławia.

Wśród nich znajdowały się tak spektakularne dla kultury narodowej dzieła, jak kroniki Wincentego Kadłubka, Marcina Polaka, Katalog biskupów krakowskich, Katalog arcybiskupów gnieźnieńskich oraz Rocznik świętokrzyski i Statuty Kazimierza Wielkiego, a przede wszystkim słynne tzw. Kazania świętokrzyskie.

Pocięte arcydzieło, czyli dzieje rękopisu Kazań świętokrzyskich

kazania_swietokrzyskie-0006Kazania świętokrzyskie to narodowa relikwia języka polskiego, najstarszy pomnik średniowiecznej polskiej prozy religijnej i „najcenniejszy spośród nad złoto droższych skarbów Biblioteki Narodowej”, od których wraz z najstarszą częścią Bogurodzicy zaczynają się dzieje polskiej literatury. Zacytujmy zdanie jednego z badaczy: Kazania są przeto pierwszym samodzielnym tekstem ciągłym polskim, w którym istniejący dotąd w postaci oralnej język polski przyjmuje kształt piśmienny. Historia literatury polskiej zaczyna się od tekstu bardzo archaicznego, ale jednocześnie niezwykle tajemniczego, który nadal skwapliwie chroni swoje tajemnice, uznanego za prawdziwe arcydzieło.

W XV wieku w opactwie łysogórskim przechowywano księgę rękopiśmienną zawierającą Listy, Dzieje Apostolskie oraz Apokalipsę, która wraz z innymi rękopisami po kasacie zakonu w 1819 roku została wywieziona do Biblioteki Publicznej przy Uniwersytecie Warszawskim, a potem w wyniku represji po powstaniu listopadowym przez rosyjskiego zaborcę do Sankt Petersburga, do Cesarskiej Biblioteki Publicznej. Tam sięgnął po nią Aleksander Brückner, jeden z najwybitniejszych polskich humanistów, i dokonał jednego z największych odkryć polskiej humanistyki. Stało się to 25 marca 1890 roku. Brückner zauważył, że przy oprawie rękopisu z XV wieku proweniencji łysogórskiej (powstałego na Św. Krzyżu między 1430 a 1445 rokiem, przez pewien czas, ok. 1445 roku, przechowywanego w eremie łysogórskim św. Marii Magdaleny w Leżajsku) użyto jako zagiętek pasków pergaminu znacznie starszego manuskryptu zapisanego tekstem w języku polskim. Po wydobyciu z oprawy, ułożeniu i uporządkowaniu oczom Brücknera ukazały się fragmenty sześciu kazań zachowane na 18 paskach o wym. 20,5 x 1,5 cm. (dwa niecałe bifolia, czyli cztery karty), w kolejności: Kazanie na św. Michała, Na św. Katarzynę (jedyne niemal w całości zachowane), Na św. Mikołaja, Na Narodzenie Pańskie, Na Objawienie Pańskie oraz Na Oczyszczenie NMP. Stanowiły one zapewne część większej całości, czyli kolekcji kazań De sanctis.

Rękopis kazań powrócił do Polski na mocy traktatu ryskiego zawartego w 1921 roku z Rosją Radziecką. W czerwcu 1925 roku trafił do nowo powstającej Biblioteki Narodowej w Warszawie. Tuż przed wybuchem drugiej wojny światowej został wywieziony z kraju i zdeponowany w Bibliotece Polskiej w Paryżu, a następnie w Bank of Montreal w Ottawie. Z dalekiej Kanady wrócił ponownie do Polski w 1959 roku, do Biblioteki Narodowej w Warszawie, gdzie jest przechowywany w skarbcu w drewnianej szkatułce oznaczonej sygnaturą 8001.

Nie wiemy dokładnie, kiedy i gdzie powstały Kazania świętokrzyskie. Najprawdopodobniej stało się to w połowie XIV wieku, ale niektórzy badacze sądzą, że mogą być kopią wcześniejszego tekstu, pochodzącego z XIII wieku. Ok. 1430 roku Kazania zostały pocięte i wszyte jako makulatura pergaminowa do nowego papierowego kodeksu (Lat. Q. I 281).

Rodzi się pytanie, dlaczego tak wyborny tekst został tak szpetnie potraktowany, niemal zniszczony, wyłączony z obiegu i zamieniony na makulaturę w XV stuleciu. Przypuszcza się, że Kazania były już nieczytelne i niezrozumiałe, dlatego pocięto je poziomo, czyli wzdłuż wersetów, na paski, aby wykorzystać w innych rękopisach papierowych do wzmocnienia grzbietu zszywanego sznurkiem, co było powszechną praktyką introligatorską w średniowieczu. Paradoksalnie uchroniło to fragmenty tekstu przed zagładą i zapomnieniem.

Kim był autor Kazań świętokrzyskich? To jedno z najtrudniejszych z pytań. Większość badaczy uważa, że spisał je któryś z mnichów łysogórskich lub benedyktyn z Tyńca. Ta pierwsza wersja jest bardziej prawdopodobna, gdyż Kazania były wykorzystywane na Łyścu, gdzie od drugiej połowy XIV wieku rozwijało się kaznodziejstwo w związku z ofiarowaniem przez Władysława Łokietka relikwii Krzyża Świętego. Działali tam świetni kaznodzieje: opat Mikołaj zwany Drozdkiem lub Mniszkiem, Mikołaj Włoski i opat Michał z Lipia, którzy mogli wygłaszać te kazania przed audytorium pątników.

Jedno jest pewne. Przypadkowe odkrycie ujawniło tekst nietuzinkowy, unikatowy, dzieło wybitne. Badacze podkreślają niezwykłe wysmakowanie i kunszt rytmicznej, zrymowanej prozy lub inaczej „sztuki pisania prozą poetycką”, czyli tego, co składało się na ars dictandi, innymi słowy wielkiej klasy przygotowanie literackie, lecz również przygotowanie homiletyczne Kazań w ramach ars praedicandi. Rymy wnosiły odpowiednią stylistykę (ornatus), ale pełniły także rolę mnemotechniczną, ułatwiały zapamiętywanie zarówno kaznodziei, jak i słuchaczom w ramach artis memorativae.

Oto dwa przykłady artyzmu stylu Kazań: z tajnego sirca <strumienie gor> skich słez…, a także z>apłakachą, prawi, wszem sircem i obietnicę Bogu wzdachą… Na tak wysoki kunszt literacki, kompozycyjny i retoryczny mógł sobie pozwolić tylko kaznodzieja obdarzony nieprzeciętnym talentem literackim i homiletycznym. Autor Kazań był więc bez wątpienia wielkim erudytą, przygotowanym teologicznie, literacko i retorycznie mistrzem słowa.

Język Kazań świętokrzyskich

Kazania zapisano tzw. minuskułą gotycką inkaustem na pergaminie, czyli na delikatnej skórze welinowej (płodu jagnięcia), z zastosowaniem systemu abrewiacji, czyli skrótów (30 proc. słów skrócono). Język ujawnia staropolszczyznę z pogranicza małopolsko-mazowieckiego. Kazania są tekstem dwujęzycznym polsko-łacińskim (1618 wyrazów, w tym 80 proc. polszczyzny i 20 proc. łaciny).

To nieprzebrany skarbiec języka polskiego. Oto najciekawsze archaizmy: „kłodnik” (więzień), „Kierz” (krzak, krzew), „jakokokli” (gdy, skoro tylko…), „kamoć” (gdzie, dokąd), „kromie” (oprócz), „lichota” (zły postępek), „obleniać się” (zwlekać), „odwadzenie” (usunięcie), „opłcenie” (wcielenie), „pkieł” (piekło), „plwieć” (płynąć; wahać się), „połać” (pałać, płonąć), „prześpiewać” (pozostawać, trwać), „siąć” (przysiąc), „stadło” (sposób życia), „styskować” (narzekać), „samnienie” (sumienie), „śmierny” (pokorny), „tamoć” (tam), „tworzec” (stwórca), „włodyczstwo” (panowanie), „wrzemienny” (doczesny), „zapieklić” (stać się zatwardziałym), „zawierne” (naprawdę), „zbor” (wojsko, oddział zbrojny), „znamionać” (przedstawiać), „zsieć” (rozerwać).

Świadek kultury religijnej i pobożności polskiego średniowiecza

W Kazaniu na Narodzenie Pańskie mamy najwcześniejszy w źródłach polskich opis jasełek. To jeden z najpiękniejszych fragmentów Kazań świętokrzyskich, przykład mistrzowskiego panowania nad audytorium, emotywnego oddziaływania na słuchaczy, świadectwa kaznodziejskiego kunsztu. Kaznodzieja malował słowem tę scenę i dziwił się, że tak potężny Bóg, tak nędznie przychodzi na świat, kwili i płacze z zimna w stajence na posłaniu ze zwykłej słomy, przykryty jedną pieluszką. Nastrój tkliwości wzmacnia stylistyka indagacji, pytań rzucanych w tłum zgromadzonych:

Toć to i jeść prawda, iże idzie tobie krol zbawiciel, iżby nas ot wieczne śmirci zbawił.
A trzecie idzie tobie ubogi, iżby ty w ubostwie nie styskował. Jakoż prorok
Dawid, uznamionaw o jego silnem ubostwie, jeść świadeczstwo dał, rzeka: Exivit homo ad opus suum. Na ktore? Na to, jeż sam zjawia, rzeka: Pauper
sum ego et in laboribus a iuventute mea. Toć ubogi krolewic był, iże
nie imiał, gdzie by swoję głowę podkłonił. Vulpes foveas habent et volucres
celi nidos, filius autem hominis non habet, ubi caput suum recli<net>.
A przeto iże nie imiał w swem narodzeni, gdzie by swą g<łowę podkłonił>, to godla przed wołem a przed osłem w jasłkach <Syn Boży położon> był, bo dziewica Maryja acz pieluszek dobrych <w to wrzemię> nie imiała, a togodla ji we złe chustki ogar<nęła. Invenerunt> eum pannis involutum et positum in presepio. Naleźli ji, prawi, p<ieluszkami…> ogarnienego a w jasłkach położonego. Toć wiem wielikie u<bostwo krola> tako csnego, iż jeść tako śmierne przyście i tako śmierne narodzenie Syna Bożego, jenże przez początka z Bogiem Oćcem jeść krolewał. Toć i jeść, iże idzie tobie krol ubogi na to, iżby ty w ubostwie nie sty<s>kował. Atrzecie idzie tobie krol śmierny na to, iżby ty nie bujał, iżby onogo bujnego krola dyjabła nie naśladował…

Chwała mnichom łysogórskim, że przechowali skarb narodowej kultury i jeden z kamieni węgielnych lokalnej tożsamości. Mimo zmiennych losów ostatnich dwóch stuleci opactwo zachowało bowiem swój wizerunek strażnika pamięci, ale również miejsca pamięci, otwartego na potrzeby religijne pątników i ciekawość zwykłych turystów.

Klasztor łysogórski był bowiem, jak poetyzował w XVII roku jeden z mnichów łysogórskich Marcin Kwiatkiewicz w Rytmie o Drzewie Krzyż Świętego, prawdziwą „STOLICĄ MĄDROŚCI”, rzeczywistym genius loci świętokrzyskiej krainy.

Pomimo starej metryki i archaicznego języka Kazania są nadal tekstem żywym, który inspiruje współczesnych artystów. 22 września 2012 roku w kościele klasztornym pw. Św. Trójcy na Świętym Krzyżu według pomysłu Marcina Majewskiego i Jana Tarnawskiego odbył się niecodzienny koncert oparty na oryginalnym tekściet Kazań jako libretta do muzyki skomponowanej i wykonanej przez Józefa Skrzeka, wybitnego kompozytora i lidera legendarnej formacji SBB, z udziałem m.in. Marka Piekarczyka, Apostolisa Anthimosa, Włodzimierza Kiniorskiego, Marcina Brykczyńskiego i chóru Oktoich. Nagrany wówczas koncert ukazał się następnie na płycie.

Ten swoisty renesans popularności Kazań doczekał się kolejnego spektakularnego święta. 13 września 2014 roku w klasztorze na Świętym Krzyżu po kilku stuleciach nieobecności wystawiono po raz pierwszy oryginał Kazań użyczony z Biblioteki Narodowej w Warszawie na krótki, zaledwie siedmiogodzinny pokaz. W długiej kolejce ustawiło się wówczas 3000 zwiedzających, aby zobaczyć najsłynniejszy rękopis w polskich zbiorach.