Między Bodzentynem a Ciekotami

wpis w: Przyroda | 0

 

Źródło: T. Dybczyński Tajemnice Łysogór, Lwów 1937, s.131- 136.

Tymczasem miedzami doszła cała wycieczka do drogi wiodącej od Bodzentyna do św. Katarzyny i przeszedłszy nią kawałek, znowu miedzami, gęsiego zaczęła, minąwszy początek kotliny oddzielającej Górę Miejską od Psarskiej, piąć się między pólkami jęczmienia i żyta. U podnóża lasu w najwyższym miejscu Psarskiej Góry wspaniały odsłonił się widok, zwłaszcza na Miejską Górę z położonym u jej stóp Bodzentynem. Po krótkim odpoczynku podróżni ruszyli kierując się podgórzem łeśnym, a potem łąkami i polami ku wsi Psary, zwanej Starą Wsią, bo najdawniej założoną. We wsi tej, bardzo malowniczo położonej i ciągnącej się na przestrzeni dwu kilometrów, urządzony został przy jednym z domostw obiadowy odpoczynek. Ponieważ Stara Wieś – Psary kończy się na wschodnich stoczach Bukowej Góry, po obiedzie rozpoczęła się droga po dość stromej pochyłości. Wejście jednak na wierzch grzbietu, wznoszący się w tym miejscu na 435 metrów, opłaciło się całkowicie. – Jak wspaniale przedstawia się stąd Łysica – mówiła – Zosia. – Czyż tylko Łysica? Całe pasmo mamy jak na dłoni – dodał Mirski. – Stąd najlepiej możemy się przyjrzeć obszarowi, który dziś jeszcze może bez wielkiej ujmy nazywać się jak dawniej Puszczą Świętokrzyską czy Łysogórską – rzekł Tadeusz. – Patrzcie państwo! Ten grzbiet główny Łysogórski, ciągnący się na przestrzeni piętnastu kilometrów, pokryty jest jednolitym lasem jodłowo-bukowym, szerokości średnio dwu kilometrów; cała ta nizina między Łysicą a Miejską i Psarską Górą stanowi las o obszarze co najmniej dwunastu kilometrów kwadratowych, razem więc jakieś 42 kilometry kwadratowe jednolitej puszczy. – Jakąż musiała być jednak dawna puszcza Łysogórska, jeżeli wiemy z relacji ludzi, pamiętających jeszcze czasy powstania styczniowego, że te lasy, które mamy na Bukowej Górze – dodał Mirski – łączyły się z Łysogórskimi, te dalej miały łączność z położonymi na południe lasami Daleszyckimi, Szczecińskimi, Orłowińskimi, Wszachowskimi, nawet Staszowskimi, a na północ z lasami Suchedniowskimi, Siekierzyńskimi i Ostrowieckimi… – Ten kompleks lasów miał obszar kilkudziesięciu mil kwadratowych, nic też dziwnego, że tutaj tak długo trwać mogło powstanie. Ponieważ za wsią Psary-Stroiczka, koło której się znajdowali, a położonej na wysokości około 420 metrów nad poziomem morza, rozpościerał się las i dostanie się nim nawet na najwyższy wierzchołek (478 m) Bukowej Góry i całego Klonowskiego pasma byłoby bezcelowe, gdyż nie dałoby żadnych widoków – gromadka nasza skręciła zwolna na dół brzegiem lasu, kierując się ku wsi Wilków. W miarę jak schodzono coraz niżej w dolinę Wilkowską, jedną z najbardziej dzikich i malowniczych w Łysogórach, widoczna wciąż Łysica pozornie malała coraz bardziej. Spod samego jednak Wilkowa, gdy było rzucić okiem na sąsiednie szczyty, nie przestawała górować nad wszystkimi. U stóp jej bieliła się z dala sylwetka klasztoru św. Katarzyny. – Marna to wiosczyna, znać, że niedawno powstała na miejscu gniazdowisk wilczych – rzekł inżynier. – Tak, przy tym jedno z najbardziej mało odwiedzanych przez kogokolwiek ustroni tutejszych – potwierdził pan Mirski. Skierowano się dalej ku zachodowi drogą po równinie, zabagnionej nieco przez przepływającą w pobliżu rzeczkę. – Pamiętacie państwo źródełko świętego Franciszka w lesie za klasztorem świętej Katarzyny? – zapytał Tadeusz. – Owszem, pamiętamy wszyscy! – Otóż rzeczka, którą przekroczyliśmy, a teraz wzdłuż niej idziemy – to Mąchocka, biorąca początek w owym źródełku, zresztą mająca jeszcze parę innych drobnych źródlanych dopływów na stoczach: Łysicy, Kraińskiej a nawet Psarskiej Góry. – Bardzo nam przyjemnie powtórnie się z nią spotkać… – To mało – ciągnął dalej Tadeusz – ta rzeczka jest jednak godna uwagi przez to, że stanowi właściwie najbardziej górny bieg znanej wam wszystkim rzeki Nidy, dopływu Wisły… Wilgotnymi brzegami Mąchocki, zarosłymi wspaniałymi łąkami, nasi wycieczkowicze doszli wkrótce do Ciekot, parodomowej wioski, rozpostartej na słabym wzniesieniu w miejscu, gdzie Mąchocka, przybrawszy płynący z przeciwnej strony od Zagnańska potok Lubrzanki, kieruje się na południe przez wąwóz Mąchocki. Wąwóz i poprzedzającą go stożkowatą Górę Radostową obserwowano już od Wilkowa, a nawet z Bukowej Góry. Kiedy znaleziono się u jego wylotu, dopiero było można ocenić jego głębokość i piękno. Wpatrywano się zwłaszcza w szczyt Radostowej Góry, wznoszący się, jak mapy wskazywały, na 452 metry n. p. m. – Ciekawam bardzo, na jakiej w tej chwili znajdujemy się wysokości nad poziomem morza – spytała Zosia. Tadeusz rozejrzał się na mapie i odrzekł: – W miejscu zetknięcia się Mąchocki z Lubrzanką, ot tam – tu wskazał na schodzące się zarośla obu rzeczek w odległości jakichś trzechset metrów – poziom wynosi 277 metrów. Jesteśmy zatem o 335 metrów poniżej szczytu Łysicy, a o 175 poniżej wierzchołka Radostowej. Warto by się tam wdrapać. – Odwiedźmy wpierw jednak najszanowniejsze miejsce w całych Ciekotach – rzekł Mirski. – Cóż tu może być szanownego? – zapytał Marczyński. Mirski nie odpowiedział, tylko ruszył drogą ku rzeczce. Znaleziono się na niskim pagórku w pobliżu śladów niegdyś znajdującego się tutaj młyna. – Oto w tym miejscu na pagórku znajdował się niegdyś mały dworek, należący do Żeromskich, i w nim się wychowywał za swych młodocianych lat syn ich Stefan, wielki pisarz; wielbiciel tych stron, a zwłaszcza Łysogórskiej puszczy jodłowej… Stanęli wszyscy patrząc z podziwem na to miejsce, zdobne tylko w lipę samotną, niewątpliwego świadka dziecięcych lat Stefana Żeromskiego. – Pożar strawił ten drewniany dworek za czasów jakiegoś Mośka, który tu był dzierżawcą po Żeromskich.